Acoustic Signature WOW XL The Absolute Sound 07-08/2014

Gramofon Acoustic Signature WOW XL
Solidna Podstawa

The Absolute Sound 07-08/2014 - Spencer Holbert. Oryginalny tekst recenzji TUTAJ.

Jaki jest główny cel gramofonu? Obracać płytę winylową z precyzyjną szybkością, bez wprowadzania zbędnych wibracji do wkładki. Oczywiście, jest to święty Graal projektowania gramofonów i zadanie praktycznie niemożliwe do osiągnięcia. Gramofony bez przerwy toczą walkę w rozmiarze mikro, aby móc przezwyciężyć siły, które wzajemnie na siebie oddziałują. Kiedy The Beach Boys śpiewali o „dobrych wibracjach”, z pewnością nie mieli na myśli swoich gramofonów. Wielu producentów gramofonów usilnie stara się zredukować efekty niepożądanych wibracji, jednak kiedy powstają coraz bardziej egzotyczne projekty, towarzyszą im równie egzotyczne ceny. Kiedy więc pojawia się gramofon, który dobrze wykonuje swoje zadanie – i na dodatek nie wydamy na niego rocznej pensji – mamy okazję do świętowania. Być może ktoś w Acoustic Signature ma kwaśne poczucie humoru, jeśli gramofon zdecydowano się nazwać WOW; ironia na bok, WOW XL w całości jest nośnikiem czynnika ‘wow’ i działa bez efektu Gleichlaufschwankung (ang. wow and flutter – kołysanie dźwięku).

Ustawienie

Kosztujący $2395 WOW XL jest solidnym kawałkiem niemieckiej inżynierii precyzyjnej. Plinta ma lekko zaokrąglone brzegi i niemal taką samą grubość jak talerz, a jej konstrukcja stanowi połączenie drewna i aluminium (drewno stanowi warstwę spodnią, przykrytą przez aluminium). Trzy nóżki o regulowanej wysokości pozwalają łatwo wypoziomować cały gramofon. Sam talerz waży ponad 6kg i stanowi solidną aluminiową płytę o grubości 3,8cm; zapewne można byłoby go wykorzystać w celach obronnych, gdyby zaszła taka potrzeba. Należy zachować dużą ostrożność podczas wsuwania osi talerza do łożyska, ponieważ są one dość dokładnie dopasowane. Z powodu ciężaru talerza możemy łatwo przyciąć sobie palce, więc lepiej jest trzymać je z boków podczas zakładania. Łożysko to firmowe rozwiązanie Acoustic Signature, wykonane z materiału o nazwie Tidorfolon i jest ono wykorzystywane we wszystkich gramofonach tego producenta, włącznie z flagową Asconą, która była recenzowana przez Jonathana Valina w 2012 roku. Na szczęście nie musimy wydawać 34 tyś. dolarów, aby korzystać z technologii produkcji łożyska, jaką zastosowano również w gramofonie WOW XL.

Gramofon jest napędzany przez ultra-precyzyjny silnik synchroniczny, wykorzystujący 20MHz mikroprocesor, który zapewnią „perfekcyjną” stabilność i możliwość dostrojenia prędkości obrotowej. Dwa małe przyciski, umieszczone z tyłu, pozwalają na regulację prędkości w zakresie ±0.1%, więc można tę operację przeprowadzić np. w trakcie wstępnego ustawiania gramofonu. Sprawdziłem prędkość obrotów po wykonaniu wszystkich niezbędnych regulacji i okazało się, że jest ustawiona idealnie. Sprawdziłem obroty ponownie po trzech tygodniach i wszystko nadal działało jak trzeba. Można całkiem bezpieczne założyć, że jeśli wstępnie ustawicie prędkość, to możecie ją tak zostawić i więcej się tym nie przejmować – zawsze jest jednak dobrze sprawdzić ustawienie po przeniesieniu gramofonu w inne miejsce. Silnik pracuje wyjątkowo cicho. Założenie paska nie nastręczyło problemów, a kiedy włączyłem silnik, wszelkie nierównomierności ustały po paru obrotach talerza. Po lewej stronie gramofonu umieszczono dwa przyciski z nierdzewnej stali – są to przycisk zasilania i przełącznik obrotów 33/45. Po włączeniu gramofonu zaczyna mrugać czerwona lampka LED, znajdująca się powyżej przełącznika obrotów, dopóki talerz nie uzyska stabilnej prędkości obrotowej.

Kiedy po raz pierwszy wyciągnąłem gramofon z pudełka zastanowiło mnie, dlaczego z tyłu umieszczono port Ethernet. Okazuje się, że zasilanie podłącza się do gramofonu przewodem, który wygląda jak kabel RJ45, wykorzystywany do połączenia ethernetowego. Jedyną zagwozdkę stanowi dla mnie zasilacz zewnętrzny, który jest tak wielki (z grubsza 7 x 11cm), że zasłonił dwa sąsiednie gniazdka w moim kondycjonerze zasilania. Dodatkowo, przewód jest tak krótki, że musiałem przesunąć kondycjoner na sam brzeg szafki, żeby zasilacz sięgał poza jej krawędź. Nie musi to stanowić problemu przy innych kondycjonerach, jednak warto o tym wiedzieć; nie chcemy przecież wydawać 3 tyś. dolarów na kondycjoner, a następnie stwierdzić, że trzy wtyczki są zajęte przez zasilacz ścienny WOW XL.

Mój testowy WOW XL został dostarczony z ramieniem Funk Firm FXR-II tonearm (2400$), które tworzy naprawdę znakomitą kombinację z tym gramofonem. (Większość dilerów oferuje gramofony Acoustic Signature z ramieniem Funk FXR-II, Funk F6 z gwintowanym łożyskiem [w cenie 600$] lub Rega RB202 [400$].) Gramofon bez ramienia oferowany jest w cenie 2395$. Ustawienie ramienia FXR-II to doprawdy błahostka; regulacja kąta VTA praktycznie w ogóle nie zabiera czasu, jeśli wykorzystamy dołączony klucz imbusowy, a odłączana główka ramienia umożliwia prosty montaż wkładki i ustawienie azymutu.

Do testu wykorzystałem wkładkę z ruchomym magnesem Ortofon 2M Black (720$), a jako przedwzmacniacz gramofonowy posłużył mi Pro-Ject Tube Box II (450$), z parą lamp Mullard 12AX7. W sumie ustawienie gramofonu WOW XL zabrało mi jakąś godzinę, razem z regulacjami koniecznymi do dokładnego dostrojenia dźwięku.

Dźwięk

Trochę problemów nastręczyło mi dokładne określenie charakteru dźwięku Acoustic Signature WOW XL. Jest to ekstremalnie neutralny gramofon, czego dokładnie wszyscy sobie życzymy, jednak nie oczekiwałem tego od urządzenia w cenie 2395$. Jeśli można cokolwiek dokładniej o nim powiedzieć, to tyle, że gramofon – w połączeniu z ramieniem Funk Firm FXR-II – odrobinę skłania się ku analitycznej stronie, co jest zgodne z moimi upodobaniami. Nie miałem również fałszywego wrażenia ciepła, jakie niektóre gramofony nadają płytom winylowym. Oczywiście, część z tych cech może zostać przypisana wkładce Ortofon 2M Black, która otrzymała liczne nagrody ‘Wybór Redakcji The Audio Show’ oraz tytuły ‘Produktu Roku’. Jednak nawet przy tak szybkiej, lekko ofensywnej wkładce, jak 2M, gramofon WOW XL nie dodawał zbytnio swojego otwartego charakteru dźwięku. To właśnie brak sygnatury dźwiękowej był najbardziej zauważalny, podczas odsłuchu nagrania „Experience”, na którym delikatnym dźwiękom fortepianu Ludovico Einaudi’ego towarzyszą ciche szarpnięcia strun harfy umieszczonej w głębi pomieszczenia, w którym wykonano zapis nagrania.

To sposób, w jaki WOW XL przedstawia te delikatne, pojedyncze dźwięki sprawia, że mogą naprawdę rozbłysnąć. Jeżeli lubicie minimalistyczne podejście wielu współczesnych kompozytorów – a szczególnie Phillipa Glass’a, Hansa Otte lub Ludovico Einaudi’ego – WOW XL wykonuje zdumiewające zadanie i pozwala muzyce być po prostu muzyką, bez najmniejszych śladów rozmycia obrazu dźwiękowego. W zasadzie chyba nie zdołałbym zauważyć żadnego rozmycia obrazu, gdybym nie słyszał tej płyty na znakomitym gramofonie Kronos kilka dni wcześniej, na Audio Show w Montrealu.

Zauważyłem pewne drobne problemy ze śledzeniem ścieżki nagrania podczas niektórych pasaży na Święcie Wiosny, Strawińskiego [Everest], jednak jest to prawdziwy tor przeszkód nawet dla najlepszych wkładek i ramion gramofonowych. Część z tych problemów wynika z niewielkiej kontroli nad wibracjami, jaką posiada WOW XL. Ponieważ nóżki gramofonu wykonano ze sztywnego aluminium, wibracje pochodzące od szafki na której jest on umiejscowiony, mogą powodować problem – w zależności od ustawienia. Eksperymentowałem z kilkoma różnymi urządzeniami izolacyjnymi, włącznie z platformą Acoustics Svelte Shelf i niedrogimi podstawkami SorboGel Q Audioquesta, które poprawiły obrazowanie. Jednak nie zamierzam twierdzić, że WOW XL będzie powodował jakieś wielkie problemy, kiedy ustawicie go u siebie w domu – jestem od tego daleki. Gramofon sam w sobie jest solidną konstrukcją i działa jak duże urządzenie kontrolujące wibracje – począwszy od talerza o wysokiej masie, a skończywszy na równie ciężkiej plincie. Pod taką metodologią, oczywiście, nie każdy producent gramofonów może się podpisać, jednak Acoustic Signature trafił ze swoją konstrukcją w dziesiątkę, a przy tym ustalił cenę przystępną dla oddanego miłośnika winylu.

Idąc o Krok Dalej

Gramofon Acoustic Signature WOW XL plasuje się dokładnie pośrodku dwóch gramofonowych światów. Z jednej strony jest to gramofon, który w zasadzie jest gotów do użytku, kiedy weźmiecie go do domu (szczególnie jeśli diler go dla Was ustawi ) i reprezentuje zdumiewający poziom jakości – zarówno pod względem dźwięku jak i konstrukcji – jak na swoją cenę. Jednak inaczej, niż w przypadku producenta, który dopasowuje ramiona do swoich gramofonów, jest to urządzenie które zabierze Was w świat wymiennych ramion gramofonowych, co może odrobinę odstraszać słuchaczy jeszcze nie przygotowanych na wykonanie takiego kroku. Jeśli jednak jesteście gotowi zanurzyć się w tym świecie i rozpocząć eksperymenty, to okaże się, że możecie nie znaleźć lepszego gramofonu, niż WOW XL. Stanowi on dziecko niemieckiej inżynierii, dostępne za najmniejsze możliwe pieniądze i pozwala zacząć od solidnej podstawy, aby później powoli wymieniać ramiona na coraz lepsze, póki nie znajdziecie takiego, które najbardziej Wam odpowiada. Możecie na początek zażyczyć sobie instalację ramienia Rega RB202 za 2795$, a następnie iść w kierunku droższych i bardziej złożonych konstrukcji. Jeśli o mnie chodzi, to właśnie taki gramofon chciałbym mieć – ponieważ nie zrujnuje nas finansowo, a pozwala na daleko idące udoskonalenia. Jeśli wybór ramienia Was przeraża, pozwólcie żeby Wasz lokalny diler przeprowadził Was przez ten proces; kiedy już poczujecie się komfortowo, ciesząc się wolnością Waszego własnego wyboru, będziecie dziękować sobie za solidną podstawę do montażu kolejnych ramion – a w takim dokładnie celu Acoustic Signature WOW XL został zaprojektowany.