Wilson Audio Sabrina - The Audio Beat 04/2016

Mały Duży Głośnik

The Audio Beat 04/2016 - Marc Mickelson
Oryginalny tekst recenzji TUTAJ

 

2015 był dla Wilson Audio rokiem wyjątkowym. Rozpoczął się on bowiem od obwieszczenia podczas targów CES, że David Wilson i jego firma pracują nad najambitniejszym projektem, jakiego firma kiedykolwiek się podjęła: następcą osławionego, niezwykle złożonego głośnika WAMM. Podczas konferencji prasowej nakreślono podstawowe założenia projektu i zaprezentowano jego prototyp – niestety, tylko wizualnie. Nie istnieją żadne zdjęcia prototypu głośnika, być może dlatego, że David Wilson podejrzewał iż produkt końcowy może odbiegać wyglądem od tego zaprezentowanego na konferencji – tak, czy inaczej, widzieliśmy dowód prac będących w toku. Po ponad roku od prezentacji głośnika na targach, prace rozwojowe nad tym wciąż nienazwanym projektem nadal trwają.

Na targach CES 2015, zaprezentowano także – z niemal równie wielką pompą – głośnik, który zajmuje miejsce na drugim biegunie oferty produktów firmy, najmniejszą wolnostojącą kolumnę głośnikową Wilson Audio, zaprojektowaną na przestrzeni ponad dwóch dekad, o nazwie Sabrina. Z rozmiarami zbliżonymi do najstarszych modeli WATT/Puppy (99.8cm Wys. / 30.5cm Szer. / 38.5cm Gł), Sabrina współdzieli technologiczne DNA Wilsona ze znacznie większymi i znacznie droższymi konstrukcjami, lecz posiada kompaktową, można by rzec - wręcz miniaturową formę.

O ile głośnikowi WAMM prasa poświęciła lwią część swojej uwagi, to właśnie Sabrina może stać się najważniejszym produktem dla Wilson Audio i generalnie całego rynku głośników high-end. Klientom poszukującym głośników z najwyższej możliwej półki dostępnej na rynku, z pewnością nie brakuje możliwości wyboru, jednak znacznie niższy poziom cenowy, w którym mieszczą się Sabriny, jest wprost przeładowany ofertami. Niemniej, pod względem finansowym, produkty mieszczące się w tym szerszym segmencie rynkowym oznaczają zarówno sporą inwestycję, jak i koniec poszukiwań dla wielu audiofilów. Te głośniki po prostu muszą zapewniać chociaż ułamek dźwięku absolutnego, za ułamek absolutnej ceny – jest to założenie, któremu producentom urządzeń najwyższej klasy często jest trudno sprostać.

Chociaż łatwo można umniejszyć znaczenie Sabriny wobec istoty prac nad następcą głośnika WAMM, to jest ona niemal tak samo bezkompromisowym, ze wszech miar prawdziwym produktem Wilson Audio. Odważny, charakterystyczny dla producenta projekt obudowy w przypadku Sabriny stanowi nowe rozwiązanie: po raz pierwszy wykorzystano nowy, supernowoczesny materiał do stworzenia całej obudowy głośnika, poza ścianą przednią i podstawą, które wykonano z twardszego niż stal, opracowanego przez Wilsona materiału X. Tak, jak w przypadku wszystkich innych głośników Wilsona, obudowa została skonstruowana bez użycia śrub, czy jakichkolwiek innych metalowych połączeń. Poszczególne panele są wiązane ze sobą za pomocą specjalnego kleju, który zapewnia spojenie mocniejsze od stałego materiału, znajdującego się dookoła. Następnie cała obudowa zostaje pokryta żelem, uszczelniona i ręcznie wyszlifowana przed końcowym malowaniem.

Przetwornik wysokotonowy o średnicy 25mm, wykorzystany w Sabrinach, oparto na konstrukcji jedwabnej kopułki Convergent Synergy, która zadebiutowała w Alexandrii XLF. Wilson nazywa go „uproszczoną” wersją tweetera XLF, zapewne z takiego powodu, iż zestrojony jest nieco wyżej, niż przetworniki w innych głośnikach tego producenta. Powoduje to większe obciążenie przetwornika średniotonowego w Sabrinach, który musi zachować liniowość przy wyższych częstotliwościach. Tak jak w innych głośnikach średniotonowych Wilsona, membrana stanowi kompozyt papieru i włókien węglowych. Przetwornik niskotonowy Sabriny, o średnicy 8 cali, został po raz pierwszy zastosowany w Alexii, gdzie towarzyszył przetwornikowi 10-calowemu, w ulubionej przez Dawida Wilsona, podwójnej konfiguracji. Przetwornik zmodyfikowano w taki sposób, aby mógł w Sabrinie pracować samodzielnie.

Punkty odcięcia zwrotnicy w Sabrinach są … sekretem. Wilson Audio okrywa znacznie większą mgłą tajemnicy konstrukcję zwrotnic, niż jakichkolwiek innych opracowanych przez siebie rozwiązań technologicznych, gdyż uważa że to właśnie zwrotnice stanowią podstawę ich metody projektowania i budowania głośników. Wiadomo jedynie tyle, że redukcja zniekształceń była podstawowym założeniem konstrukcji zwrotnic w Sabrinach. Wiemy również, że zakres częstotliwości przedziału średnio-wysokotonowego poprowadzono wyżej, niż w innych głośnikach Wilsona. Poza tym wiadome są jedynie ogólniki: tolerancja dla elementów pasywnych jest niezwykle ścisła i wynosi +/- 0.2%, a sama zwrotnica została umieszczona w aluminiowej obudowie, tak jak zwrotnice we wszystkich innych konstrukcjach Wilsona.

Istnieją dwie marginalne różnice pomiędzy Sabriną i innymi głośnikami Wilsona i obie raczej stanowią ukłon w stronę praktyczności, niż kosztów. Pierwsza, to nieco inne, bardziej dyskretne kolce, które tak samo dobrze radzą sobie ze sprzęganiem głośnika z podłogą, jak te znacznie masywniejsze, wykorzystywane w innych konstrukcjach Wilsona. Druga, to fakt iż Sabriny pakowane są w pudła wykonane z grubego kartonu, a nie w drewniane skrzynie. Głośniki ważą nieco poniżej 45kg każdy, więc pudła wraz z wkładami z pianki technicznej są bardziej, niż adekwatnym zabezpieczeniem i z pewnością ułatwiają ich rozpakowanie.

Tak, jak w przypadku innych głośników Wilsona, które recenzowałem, John Giolas z Wilson Audio ustawił Sabriny w moim pokoju odsłuchowym w miejscu, w którym stały Wilsony Sasha Series 2. Modułowa konstrukcja głośników Wilson Audio jest powszechnie znana – możliwość ich regulacji dopuszcza pewną elastyczność pod względem odległości i wysokości lokalizacji miejsca odsłuchowego. W odróżnieniu od tego rozwiązania, jednobryłowa Sabrina została zoptymalizowana pod kątem, jak twierdzi Wilson Audio, „wykorzystania w typowych pomieszczeniach odsłuchowych”. Oznacza to umieszczenie głośnika w odległości 2.5 – 3.5m od miejsca odsłuchowego, zależnie od wymiarów pokoju i wysokości miejsca, na którym siedzimy. Sabriny ostatecznie stanęły z grubsza w tym samym miejscu, co Sashe 2, jednak dokładne dostrojenie dźwięku zabrało kilka godzin. Sabriny po raz kolejny potwierdziły konieczność wykonania mikroskopijnych korekt ich umieszczenia i skręcenia w stronę słuchacza, a ułamki cali decydowały o zmianach skoncentrowania sceny dźwiękowej i przesunięciu balansu tonalnego w wyraźnie słyszalny sposób. To zawsze była nieodłączna cecha głośników Wilsona – różnica pomiędzy dźwiękiem wystarczająco dobrym, a perfekcyjnym jest warta wysiłku włożonego w ich dokładne ustawienie.

Dystrybutorzy Wilsona przeprowadzają procedurę ustawienia głośników u swoich klientów, lecz nawet gdyby tego nie robili, to 62-stronicowa broszura dostarczona wraz z Sabriną zawiera bodajże najdokładniejszy opis procedury instalacyjnej, jaki do tej pory widziałem w instrukcji obsługi. Instrukcja dodatkowo może być wsparta przez aplikację Wilsona przygotowaną po kątem współpracy z iPhonem oraz platformami Android. Nawet więc bez fachowej pomocy, użytkownicy mogą postępować zgodnie z zaleceniami instrukcji i pomagając sobie przy pomocy aplikacji, przeprowadzić perfekcyjną regulację ustawienia głośników.

Kiedy już Sashe zniknęły z pokoju, a na ich miejscu stanęły Sabriny – z wyregulowanym położeniem i wkręconymi kolcami – mój pokój wydał się jeszcze większy. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do wyglądu dużego zestawu głośników, że wrażenie jakiego małym Sabrinom nie udało się wywołać, wymagało pewnego przyzwyczajenia. Pod względem dźwiękowym spodziewałem się podobnych odczuć. Sabriny, tak jak wiele innych niewielkich głośników wolnostojących, potrafiły zniknąć z pomieszczenia odsłuchowego podczas słuchania muzyki. To z pewnością dobra cecha, jednak może także oznaczać, że budowanie sceny dźwiękowej przy muzyce o dużej skali, należy sobie raczej wyobrazić, niż poczuć i że głośnik który potrafi zagrać małym i intymnym dźwiękiem, walczy aby odpowiednio pokazać większe i bardziej patetyczne muzyczne wydarzenia.

Sabriny znakomicie radziły sobie z niewielkimi składami jazzowymi i muzyką wokalną, ale były równie sprawne w ukazywaniu dźwięków leżących po drugiej stronie skali przestrzennej. Szerokości i głębokości nie brakowało nigdy, jednak to informacja dotycząca wysokości umiejscowienia dźwięków zdumiała i zaskoczyła mnie najbardziej. Raz za razem zamykałem oczy podczas słuchania muzyki i wskazywałem punkt, w którym znajdował się dany instrument, czy wokalista, a kiedy je otwierałem, okazywało się że celuję w miejsce nad stolikiem ze sprzętem, zawieszone prawie dwa metry nad podłogą. Większość dużych zestawów głośnikowych, które przewinęły się przez mój pokój odsłuchowy, szczególnie Wilsony Alexandria XLF i Alexie, ukazywały takie szczegóły bez wysiłku, jednak okazuje się, że Sabriny również.

Moja pierwsza i najbardziej nieustępliwa myśl o Sabrinach była taka, że są to niewielkie głośniki wolnostojące, które naprawdę potrafią wypełnić dźwiękiem duże pomieszczenie odsłuchowe, oczywiście o ile nagranie do tego obligowało. Nawet przy monofonicznych nagraniach wokalnych, jak Ella and Louis, z dysku Blu-ray [Verve 00602537349807], wysokość obrazu bez przerwy zadziwiała, szczególnie mojego przyjaciela, który co prawda nie jest audiofilem, ale jest za to zapalonym kolekcjonerem płyt winylowych. Z otwartymi oczami mógł on stwierdzić, że obraz dźwiękowy dochodzi z punktu położonego nieco powyżej każdego głośnika, ale kiedy po moich namowach zamknął oczy, wycelował palec, a następnie je otworzył, wybuchliśmy śmiechem, gdyż pokazywał punkt o jakieś 60cm wyższy niż obudowa Sabriny.

Przynosiło to olbrzymie korzyści podczas odsłuchu muzyki symfonicznej, kiedy przednia połowa mojego pokoju odsłuchowego zamieniała się w wielką salę koncertową, którą zestawy znacznie większe, niż te skromnie wyglądające głośniki, byłyby w stanie odwzorować. Jednym z moich ulubionych nagrań symfonicznych jest płyta LP Telarc, zawierająca kompozycje Coplanda, włącznie z „Fanfarą dla Zwyczajnego Człowieka” [Telarc DG-10078], na której uderzenia tam-tamów wydają się przeszywać powietrze we wszystkich kierunkach na raz. Sabriny brzmiały iście spektakularnie i w pełni audiofilsko przy tym wspaniałym nagraniu, a orkiestra została ukazana w wielkiej skali, która zdawała się przeczyć rzeczywistej skali nagrania. Mój opis może zabrzmieć w tej chwili nieco przesadnie, ale uwierzcie, że kiedy słuchałem, miałem dokładnie takie odczucia. Sabriny wyczarowały trochę zdumiewającej, dźwiękowej magii.

Wszystko o czym piszę, to dopiero początek. Tak samo istotna w dźwięku Sabriny była znakomita spójność absolutnie całego pasma dźwiękowego, odczucie koherencji, które wydawało się zaprezentowane nawet w lepszy sposób, niż w przypadku innych głośników Wilsona. To naprawdę o czymś świadczy, gdyż koherencja jest nieodłączną jakością wszystkich głośników Wilson Audio. Niemniej, w tej dziedzinie Sabrina ustanowiła nowy standard, nie tylko dla konstrukcji Wilsona, ale według mnie dla głośników dynamicznych ogólnie rzecz biorąc.

Szczególnie dobrze brzmiały płyty analogowe; są one spójne z zasady – nie ma tam bitów czy sampli z których rekonstruowana jest muzyka. Cała muzyka została zapisana w rowkach i czeka tylko, aby igła gramofonu mogła ją odczytać. Płyta Diany Krall, Live in Paris [Verve/Original Recordings Group 440065], jest wspaniała sama w sobie, a nagranie płynnie równoważy fizyczną obecność muzyków oraz obszerne wnętrze sali koncertowej Olympia w Paryżu. Mówcie co chcecie na temat opanowania kolekcji audiofilskich przez nagrania Diany Krall z powodu ich znakomitej realizacji. Pamiętajcie, że jej gra na fortepianie i śpiew tak wspaniale się dopełniają, iż możemy uznać ją za jedną z wybitniejszych postaci współczesnej muzyki jazzowej.

Rozdzielczość 45-obrotowej wersji ORG jest doskonała, Sabriny zaprezentowały ją z płynnością, która nigdy nie pozwoliła mi doszukiwać się jakichkolwiek śladów utwardzenia, a wszystko zostało umieszczone w przepastnej przestrzeni muzycznej. Głos Diany Krall brzmiał w sposób zrelaksowany i namiętny – jak zwykle zresztą – i towarzyszyła mu niewielka domieszka sybilantów, które stanowią część nagrania. Sabriny skutecznie oparły się wyeksponowaniu szmerów tła dźwiękowego. Muzyka płynęła z głośników niczym woda, tworząc spójną całość, a płyta umożliwiła mi podróż w czasie do momentu w którym wykonano nagranie. Takich właśnie metafizycznych doświadczeń potrafią dostarczyć Sabriny.

Nazywajcie to zjawisko jak chcecie – koherencją, płynnością, spójnością – ale stanowi ono kręgosłup kreacji dźwiękowej Sabriny i pomaga zrozumieć, dlaczego Wilson Audio tak bardzo pilnuje tajemnicy otaczającej konstrukcję zwrotnic. Dźwiękowy odcisk pozostawiany przez zwrotnice i sposób, w jaki łączą moc wyjściową poszczególnych przetworników, jest czynnikiem determinującym dźwięk każdego głośnika, dlaczego więc ujawniać szczegóły projektu? Stanowi to tajemnicę handlową – sztuczkę, którą magik powinien zachować dla siebie.

Każda z nowych konstrukcji Wilsona, wydaje się, ma w założeniu osiągnięcie „większego poziomu ekspresji”, czasem brzmieniowej, ale często również dynamicznej. Ekspresja nie jest tym samym, co rozdzielczość - proste odtworzenie szczegółów nagrania; jest to znacznie bardziej rozległa i ulotna wartość: oznacza transformację szczegółów na bardziej rozpoznawalny, analogowy dźwięk instrumentów, głosów i sali, w której dokonano zapisu nagrania. Ciągłe poszukiwanie tej wartości, być może bardziej niż cokolwiek innego, mobilizuje Davida Wilsona do tworzenia coraz lepszych głośników. Razem z nim słuchałem muzyki i rozmawiałem na temat dźwięku i oprócz jego dogłębnej świadomości na temat tego, co słyszy, często używa on (zapewne nieświadomie) określeń opisujących dźwiękowy absolut: atak fortepianu (szczególnie tego, który nagrał), brzmienie kalafonii na strunach skrzypiec, czy krzemienna jakość głosu. Nie są to określenia dźwięku zapisanego, ale po prostu dźwięku. Kropka.

Do takiego właśnie poziomu ‘ekspresji’ dąży Wilson i jego głośniki: stworzenia produktu doskonałego do którego wszystkie inne głośniki Wilson Audio będą porównywane. Oczywiście nagrany dźwięk pod wieloma względami odbiega od tego, co słyszymy na żywo, jednak istnieje jeden instrument, który – przy bardzo dobrym nagraniu – może mocno zbliżyć się do swojego rzeczywistego brzmienia: gitara akustyczna. Rozpiętość skali dźwięku, jaką obejmuje - nawet jej skrajne wartości - oraz charakter jego transjentów pokrywają się z możliwościami akustycznymi dobrych konstrukcji głośnikowych, a inżynier nagraniowy nie musi być geniuszem, aby tę jakość uchwycić.

Uwielbiam Michaela Hedges’a i Leo Kottke, jednak mój znajomy – John Hasbrouck – zna ich dokonania znacznie lepiej, niż ja – to dobrze, zważywszy iż jest on utalentowanym gitarzystą. John wydał kilka albumów ze swoimi nagraniami, a jeden z nich, Ice Cream [Ruthless Rabbit Records RRR1961], zawiera utwory, które osobiście nagrał na przenośnym magnetofonie DAT. Być może tego dnia miał wyjątkowe natchnienie, a być może miał zwykłe szczęście, ale te nagrania DAT brzmią zadziwiająco bezpośrednio. Jego aranżacja utworu „As Time Goes By”, znanego z filmu Casablanca, to czysta rewelacja: cover, który natychmiast brzmi znajomo, a jednocześnie zadziwiająco świeżo. Sabriny zabrzmiały jak objawienie – to nie przesada – z tym właśnie kawałkiem. Rozmiar instrumentu oraz szybkość z jaką pojawiały się i znikały dźwięki, były nasycone niezwykłym realizmem – niemal przyprawiającymi o dreszcze pozorami rzeczywistości – które, powtórzę to jeszcze raz, zdawały przeczyć się faktom, że muzyka została nagrana. Ujmując rzecz inaczej, przy realistycznych poziomach głośności, ten utwór odtwarzany na Sabrinach nadzwyczaj mocno zbliżał się do złotego audiofilskiego standardu: przeniesienia muzyka do pokoju odsłuchowego.

Pomimo że Sabriny nie są wyposażone w podwójny zestaw głośników niskotonowych, charakterystyczny dla większych konstrukcji Wilsona, wciąż są w stanie zejść bardzo nisko – w zasadzie niżej, niż można by się spodziewać. Utwory obfitujące w bas, jak Main Offender, Keitha Richarsa [Virgin V2-86499], nie wspominając o masywnych uderzeniach kotłów na „Fanfarze dla Zwyczajnego Człowieka”, brzmiały potężnie i odpowiednio energetycznie. Tym, co przyczynia się do znakomitego brzmienia niskich tonów, jest sprawność głośnika, obniżona do wartości poniżej 90dB; w przypadku Sabriny, Wilson Audio poświęca nieco sprawności dla głębszego rozciągnięcia basu. Z tego powodu, dynamika nie jest aż tak swobodna, jak w przypadku posiadających wyższą sprawność większych głośników Wilsona, jednak Sabriny i tak szczycą się potężną mocą dźwięku. Zarówno wzmacniacz Audio Research 75 SE, z mocą 75 W na kanał, jak i 110-watowe monobloki Lamm M1.2, były w stanie odtworzyć dynamikę w dużej skali, ale Sabriny nigdy również nie pomijały niewielkich zmian głośności dźwięku, które tak mocno definiują muzykę, szczególnie w przypadku gitary solowej, kiedy tak wiele zależy zarówno od siły nacisku na struny, jak i sprawności palców muzyka.

A zatem tak to wygląda w przypadku Sabriny: oczekiwania nie zostały jedynie spełnione, zostały spełnione z nawiązką. Kiedy już kończyłem pisanie recenzji, wydarzyło się coś nieoczekiwanego – coś tak bardzo wiele mówiącego na temat prawdziwych możliwości Sabriny, ze zmuszony byłem skorygować napisany tekst. John Quick z filii dCS w Stanach Zjednoczonych odwiedził mnie aby zainstalować do odsłuchu cyfrowy zestaw Vivaldi. Pisaliśmy już na temat czteroczęściowego zestawu Vivaldi – transportu, DAC’a, zegara i upsamplera – w kilku raportach z pokazów, z których dziennikarze The Absolute Sound zawsze wychodzili zachwyceni, a sprzęt niejednokrotnie okazywał się lepszy niż znakomite instalacje analogowe, zarówno pod względem niewymuszonej rozdzielczości, jak i autorytatywności brzmienia.

Powiedziałem Johnowi przed jego przyjazdem, że w moim systemie są podłączone Sabriny i wzmacniacz Ayre VX-5 Twenty – kolejny ponadprzeciętny produkt. Wyjaśniłem, że inne głośniki i wzmacniacze, a nieco później również moje Alexie i VTL S-400 II będą również w systemie, więc w pewnej chwili będę mógł posłuchać urządzeń dCS w zestawieniu ze sprzętem, który bardziej przystaje do ich ceny wynoszącej ponad 100000 USD. Poza tym, zawsze dobrze jest posłuchać recenzowanego sprzętu w połączeniu z urządzeniami o zróżnicowanej charakterystyce brzmieniowej, a nie tylko w jednym, ustalonym zestawie.

Tak więc John i ja zabraliśmy się do rozpakowywania zestawu Vivaldi i ustawiania urządzeń na moim podwójnym stoliku pod sprzęt SRA Craz² 8, gdzie zajęły połowę dostępnego miejsca. Ilość przewodów niezbędnych do spięcia w całość systemu dCS Vivaldi jest wprost zatrważająca, tak samo jak różnorodność jego funkcji – o wszystkim przeczytacie w recenzji. Po podłączeniu routera WiFi i dwóch zewnętrznych twardych dysków, John i ja usiedliśmy, aby posłuchać. Dźwięk, jaki wydobył się z Sabrin był iście olśniewający. Rozdzielczość, przyjemna naturalność i swoboda, skupienie obrazów w przestrzeni oraz prowadzenie basu żelazną ręką aż do najniższych jego składowych – były oczywiste. To, co zaskoczyło nas znacznie bardziej, to fakt, że Sabriny – te małe Sabriny – dawały sobie z tym wszystkim radę bez najmniejszego wysiłku. Ich koherencja stanowiła znakomite dopełnienie analogowego charakteru elementów zestawu Vivaldi i wtedy powiedziałem Johnowi coś, co wciąż uważam za prawdziwe, kiedy nadal słucham tego nieco dziwacznego zestawienia urządzeń audio: „Pod wieloma względami, to najlepszy dźwięk, jaki słyszałem w moim pokoju odsłuchowym”. Mówimy tutaj o wszystkich poprzednich olbrzymich głośnikach i wymyślnej elektronice – systemach, które czasami osiągały cenę detaliczną pół miliona dolarów.

To był dźwięk, który rozbrajał. Powodował konieczność zarzucenia niewiary w to, co słyszę. Będę miał dużo, dużo więcej do powiedzenia na temat urządzeń Vivaldi, a część z moich opinii powstała dzięki Sabrinom. Chociaż wątpliwym wydaje się fakt, że dCS sprzeda jakikolwiek zestaw Vivaldi, aby był odsłuchiwany razem z Sabrinami, mogę zdecydowanie polecić połączenie tego cyfrowego giganta z najmniejszymi Wilsonami – bez konieczności dźwiękowych kompromisów.

David Wilson i jego zespół inżynierów oraz rzemieślników znakomicie poradził sobie z upewnieniem klientów, że żaden z nowych głośników wprowadzonych na rynek nie będzie zwykłym ‘wypełniaczem’ w linii produktów oferowanych przez tę firmę. Ich wyroby reprezentują zdefiniowany poziom cenowy, na którym klient będący w stanie wydać określoną kwotę, może zaplanować zakup produktu najwyższej klasy. Każdy z głośników stanowi niezależną porcję firmowego doświadczenia i czasu produkcji – jest dziełem przekraczającym granice jakości, dźwiękowym punktem docelowym dla swojego właściciela.

Wszystko to jest jak najbardziej prawdą w przypadku Sabriny. Nie jest ona ani okrojoną, ani drugą z kolei wersją żadnego z droższych głośników Wilsona i mogę bez wysiłku wyobrazić sobie audiofilów, którzy planowali wydanie kilkakrotnie większych sum, jak wybierają Sabrinę zamiast znacznie droższe wyroby konkurencji – taka jest bowiem znakomitość jej skali, jej koherencja, jej ekspresywność, jej muzyczna kompletność. Sabrina jest warta każdego wydanego na nią dolara i jest najlepszym głośnikiem, kiedykolwiek wyprodukowanym przez Wilson Audio. Dzięki niej dostajemy największy kawałek dźwiękowego tortu Wilsona, za najmniejsze możliwe pieniądze.