Vandersteen 1C Audio Video 09/2009

Vandersteen 1C  ZJAWISKO
Tekst: Filip Kulpa

Na logikę Vandersteeny 1C nie mają racji bytu, zwłaszcza w Europie. Powstały w poprzednim stuleciu, są mało reprezentacyjne z wyglądu, obciążone cłem i kosztownym transportem. Krótko mówiąc, powinny być o wiele za drogie w porównaniu do konkurentów. O dziwo, jest na odwrót.

Kolumn tej firmy od dawna chciałem posłuchać. Richard Vandersteen, podobnie jak jeszcze kilku innych znanych konstruktorów ze stawów głośnikowych, ma fioła na punkcie spójności fazy. A tak się składa, że zadziwiająco duży procent zestawów określanych jako „phase and time coherent” trafia w mój gust. To chyba nie przypadek. Początkowo do testu miały trafić wielokrotnie droższe zestawy Quattro. W kryzysie mało kto jest jednak skory do wydania 40 tysięcy na parę kolumn. Po zbyć się 6 tysięcy jest znacznie łatwiej. I tak, w naszej redakcji pojawił się najtańszy model 1C. Gdy sprawdziłem, kiedy miał miejsce rynkowy debiut tych zestawów, przetarłem oczy ze zdumienia: 1996 rok! Kosztowały wówczas 719 dolarów za parę. Który inny producent odważyłby się nie ulepszać swojego – w dodatku tak przystępnego – produktu przez 13 lat? I do tego wciąż produkować go „u siebie” (fabryka jest w Hanford, w Kalifornii)? Vandersteen oferuje zaledwie 6 modeli kolumn, nie licząc głośników centralnych, efektowych i subwooferów. Jak na dzisiejsze czasy, dość skrom na to oferta.

Brak możliwości podłączenia widełek może zaboleć. Pokrętło służy do regulacji poziomu sopranów (+1, -3 dB)

Maskownica Vandersteenów jest na tyle gęsta, że głośniki i prawdziwy kształt górnej części obudowy widać dopiero pod bardzo silnym światłem. Cewka woofera znajduje się nieco przed tweeterem, wyznaczającym w tym wypadku oś akustyczną zestawów

Gdyby nie tabliczka z gniazdami głośnikowymi i regulacją tweetera, bardzo trudno byłoby odróżnić przód od tyłu... Regulowane podstawy są opcjonalne, ale lepiej od razu je uwzględnić (560 zł). Można je wypełnić piaskiem
OBUDOWY

Wygląd tych zestawów jest tyleż niekonwencjonalny, co zastanawiający. Niezdejmowalna gęsta maskownica z tkaniny zakrywa wszystkie ścianki, pomijając spód. Z punktu widzenia audiofilów ekscytujących się widokiem głośników – totalna nuda. Dla właścicieli kotów – potencjalny koszmar. Dla rodziców małych dzieci – absolutna rewelacja. Uszkodzenie głośników nawet przez ciekawskie rączki wykluczone, tym bar dziej że obiekt w ogóle nie wzbudzi zainteresowania. 1C są szersze niż głębsze. Nie zna czy to jednak, że takie właśnie proporcje ma sama obudowa. Gdyby zdjąć grill, naszym oczom ukazałby się widok na tyle paskudny, że współczynnik WAF (wife acceptance factor) sięgnąłby wartości ujemnych. Maskownica rozpięta jest na czterech pionowych słupkach wyznaczających zewnętrzny, prostopadłościenny obrys kolumn. Tylko w dolnej części odpowiada on kształtowi skrzyni, zaś w górnej skrywa dwa głośniki przymocowane do czegoś, co w ogólnym za rysie przypomina niewielką piramidę. Duży, 20-centymetro wy głośnik basowy zamontowany jest pod sporym kątem do pionu – około 30 stopni. Wyżej znajduje się twe eter przymocowany do tym razem już prostopadłościennej mini obudowy, tylko trochę większej niż średnica kołnierza. Zabieg ten, zastosowany także w wooferze, redukuje do minimum problem dyfrakcji. Pewną wątpliwość budzi natomiast fakt, że w bezpośrednim sąsiedztwie głośników znajdują się wspomniane słupki. Muszą powodować jakieś odbicia fal dźwiękowych. Widocznie jednak konstruktor uznał, że są one mniej szkodliwe od dyfrakcji na przedniej odgrodzie. Pochylenie woofera i wysunięcie go do przodu względem tweetera mają na celu wyrównanie czasowe obu głośników, co jest ważne o tyle, że filtry są 1. rzędu (6 dB/okt.). Jeśli słuchacz siedzi wyżej niż zwykle, powinien lekko odchylić kolumny do tyłu. W tym celu najlepiej posłużyć się opcjonalnymi podstawami ze stalowych kątowników zaopatrzonymi w trzy regulowane szpilki. Podstawy te, tak czy inaczej, warto kupić (poprawiają brzmienie, można je wypełnić piaskiem). Są skonstruowane tak, że w ustawieniu wyjściowym (szpilki wkręcone „po równo”) odchylają górną krawędź obudów o kilka centymetrów do tyłu. W instrukcji znajdują się szczegółowe wykresy ilustrujące zależność pomiędzy wysokością odsłuchu a odchyleniem kolumn. Vandersteen z całą powagą podkreśla znaczenie tego parametru (lub nie, jeśli nie ma takiej potrzeby) dla uzyskiwanych efektów dźwiękowych. I trudno się temu dziwić, skoro kolumny zaprojektowano ze szczególnym uwzględnieniem spójności fazowej. Podłączenie do wzmacniacza można zrealizować wyłącznie pojedynczym kablem głośnikowym zaopatrzonym we wtyki bananowe. Tuż obok mamy pokrętło regulacji wysokich to nów, które – jak twierdzi producent – jest całkowicie przezroczyste sonicznie. Na samym dole tylnej ścianki znajduje się szeroka szczelina – ujście portu. Vandersteen używa terminu „linia transmisyjna”, jednak sposób strojenia bardziej odpowiada typowemu bas refleksowi.

GŁOŚNIKI

Kopułka wysokotonowa ma membranę z bliżej nieznanego stopu metali. Aby chłodzić cewkę, zastosowano ferrofluid. Wiadomo też, że głośnik zaopatrzono w komorę wytłumiającą. Wspomniane już pokrycie kołnierza filcem to znany od dawna i całkiem skuteczny zabieg redukujący odbicia fal dźwiękowych. Stosowany jednak rzadko, ze względów estetycznych. Głośnik niskośredniotonowy z membraną polimerową ma wyjątkowo dużą średnicę (200 mm). Pomaga to w uzyskaniu dużej dynamiki i głębokie go basu, ale przeszkadza w uzyskaniu dobrych charakterystyk kierunkowych. Biorąc jednak pod uwagę inne aspekty konstrukcyjne opisywanych kolumn, fakt ten ma mniejsze znaczenie niż zwykle. Zwrotnica dzieli pasmo przy 2,8 kHz. Nachylenie zboczy, jak już wspomniałem, wynosi zaledwie 6 dB/okt. Narzuca to oczywiście duże wymogi na konstrukcje obu przetworników (odpowiednia moc, małe rezonanse poza pasmem roboczym), w zamian pozwalając na zrealizowanie postulatu o spójnej fazie w całym paśmie. Minimum modułu impedancji nie spada poniżej 6 omów, zaś efektywność wynosi, według deklaracji producenta, 90 dB – wartość ta wydaje się całkiem realistyczna. Są to parametry jednoznacznie kwalifikujące 1C do kolumn „łatwych” do wysterowania.

BRZMIENIE

Może to zabrzmi dziwnie, ale wstępną opinię na temat tych kolumn wydałem już po 4-5 minutach słuchania. Gdybym – zupełnie hipotetycznie – napisał recenzję jedynie na tej pod stawie, pomyliłbym się tylko trochę. To może oznaczać jedną z dwóch sytuacji – 1 – produkt bardzo słaby, którego nie ratuje dosłownie nic; 2 – produkt nadzwyczaj dobry. Wyjaśniam od razu, że Vandersteeny zaliczają się do tej drugiej grupy. Od początku jasne było, że są to ze stawy o dźwięku bardzo spójnym, wyśmienicie przestrzennym, całkiem analitycznym. Z dużym spoko jem znosiły znaczne poziomy natężenia dźwięku przy odtwarzaniu starych albumów Genesis. Na „Abacab” brzmienie nie było jasne ani agresywne, a mimo to bardzo energetyczne i angażujące. Rytmiczność przekazu, będąca pochodną żywej, bezpośredniej średnicy i sztywnego, mocnego basu, nie pozwala na jakąkolwiek krytykę. 1C są szybkie i naprawdę dynamiczne. W bezpośrednim porównaniu wiele kolumn za zbliżoną cenę zagrałoby bardziej wątle, z oznakami kompresji. Niemal natychmiast wysokie oceny zebrała także naturalność przekazu i barwa. Głos Keitha Johnsona z płyty testowej XLO/Reference Recordings brzmiał bardzo autentycznie. W dodatku był idealnie zogniskowany na środku bazy (gdy było to intencją realizatora). Nieprzeciętna precyzja lokalizacji była zresztą słyszalna niemal na każdej płycie. Wróćmy jednak do średnich tonów. Względem sopranów wydawały mi się one lekko „nadmiarowe”. Wrażenie to utrzymało się właściwie do końca testu, ale efekt jest na tyle dobrze kontrolowany, że nie wzbudza prawie żadnych zastrzeżeń. Co najwyżej w brzmieniu fortepianu, zależnie od nagrania, można było stwierdzić pewną nadmierną lekkość, rześkość. Nie pojawiały się jednak żadne dzwonienia, szklistości ani inne tego typu podkolorowania. Drugim ograniczeniem (celowo unikam słowa „wada”) są, do pewne go stopnia, wysokie tony, które należy ocenić jako lekko przygaszone. Tak było przy najmniej w moim dość silnie wytłumionym pokoju. Z pomocą przy chodzi wspomniana regulacja głośności. Gałki ustawiłem w położeniu +0,5 dB i wtedy już ich mi właściwie nie brakowało. Choć przy znać muszę, że są, w zbliżonej cenie, kolumny grające bar dziej transparent nie i klarownie w górze pasma. Przeciwległy jego skraj oceniam jako właściwie doskonały. Z kolumn o zbliżonych gabarytach (i do te go dwudrożnych) niezmiernie trudno było by uzyskać lepszy kompromis pomiędzy rozciągnięciem basu (jest bardzo satysfakcjonujące) a kontrolą i definicją te go zakresu. W sporym, 29-metrowym pokoju basu nie brakowało mi ani razu, a dodam, że nie zaliczam się do wyznawców małych monitorów, których pasmo kończy się na 60 Hz. Z Vandersteenów, bez żadnych ceregieli z ustawianiem, uzyskałem świetnie kontrolowany, mocny i głęboki dół. Kontrabas, gitara basowa – żaden problem. Jedynie w muzyce organowej i elektronicznej czuć pewne, acz wciąż relatywnie niewielkie ograniczenia. Krótko mówiąc, bas reprezentuje poziom odniesienia dla wielu kolumn z te go przedziału cenowego. Wspomniałem o świetnym ogniskowaniu źródeł. Wątek warto poszerzyć, bowiem sposób, w jaki małe Vandersteeny budują scenę, bez przesady zasługuje na jedno określenie: holografia. Obraz dźwiękowy jest nie tylko duży i całkowicie oderwany od obudów, lecz także bardzo proporcjonalny. Tył sceny nie zwęża się w trójkąt – potrafi być szerszy niż baza stereo. Plastyka poszczególnych planów, a nawet wrażenie sugestywnego różnicowania wysokości źródeł (przykład: gitara basowa i wokal Avishaia Cohena z albumu „Aurora” znajdowały się na wyraźnie innej wysokości) zrobiły na mnie duże wrażenie. Wiele znacznie droższych kolumn nie oferuje tak dobrej stereofonii.

NASZYM ZDANIEM

Bez względu na to, jak wysoki poziom reprezentują poszczególne aspekty brzmienia, byłyby one niewiele warte, jeśli nie układałyby się w spójny, wiarygodny przekaz muzyki. W Vandersteenach 1C problem ten nie istnieje. Są to wybitnie muzykalne kolumny, które dostarczyły mi więcej frajdy ze słuchania niż niejedne kolumny, które formalnie za liczyłbym do kategorii A w naszej klasyfikacji. Zważywszy na wiek tej konstrukcji, jest to osiągnięcie wybitne. Czapki z głów, panie Ryszardzie.

Dane techniczne
Układ głośników: 2-drożny BR/linia transmisyjna 200-mm głośnik niskośredniotonowy, 25-mm kopułka metalowa
Częstotliwość podziału: 2800 Hz, filtry 6 dB/okt.
Efektywność: 90 dB / 2,83 V / 1 m (szum różowy)
Impedancja znamionowa/minimalna: 6,8 Ω/ ok. 6 Ω
Pasmo przenoszenia: 38-22 500 Hz ±3 dB
Wymiary (wys. x szer. głęb.): 514 x 305 x 254 mm (bez podstawy)
Masa (jednej sztuki): 20 kg (z podstawą)
OCENA
Neutralność 9,5/10
Gdyby nie lekka nadwyżka średnicy względem sopranów, byłaby nota maksymalna.
Precyzja 9/10
W górnych rejestrach przydałoby się więcej powietrza i blasku, ale – średnio rzecz biorąc – w całym paśmie precyzja jest bardzo dobra. Czyste, dobrze artykułowane transjenty.
Muzykalność 10/10
Rytm, timing, barwa – żadnych zastrzeżeń.
Stereofonia 10/10
Wzorcowa. Holograficzne oddanie planów, łącznie z zaznaczonym wymiarem wysokości.
Dynamika 10/10
Kolejny mocny atut kolumn. Mimo tylko dwóch głośników kompresja pojawia się dopiero przy mocnym katowaniu. Skala mikro ciut gorsza.
Bas 10/10
Nie znam kolumn o lepszym basie za te pieniądze. Głębia, definicja i barwa – jest tu wszystko.

Ocena łączna 97%

KATEGORIA SPRZĘTU B