Velodyne Wi-Q 10 Bas na wybiegu - Audio Video 02/2015

Bas na wybiegu

Audio Video 02/2015 - Filip Kulpa 

Subwoofery bywają trudne do ustawienia, a podłączenie ich kablem sygnałowym do wzmacniacza nie ułatwia zadania. Amerykański producent zaproponował proste rozwiązanie – bezprzewodowe modele z serii Wi-Q.

Velodyne proponuje jeden z dwóch modeli: 10- lub 12-calowy. Do testu wybraliśmy ten mniejszy, oznaczony symbolem Wi-Q 10BVE. Oczywiście, na wstępie warto zaznaczyć, że „bezprzewodowość” jest tutaj czysto umowna, bowiem subwoofery te oczywiście wymagają zasilania. Dłuższy czy krótszy przewód z wtykiem IEC trzeba będzie jakoś poprowadzić. Odpada jednak konieczność podłączania kabla sygnałowego, a w pewnych sytuacjach to jednak spory plus. Zwłaszcza jeśli pokusilibyśmy się o więcej niż jeden „sub” – choćby dwa – i postanowili ustawić je według zaleceń, na przykład wzdłuż bocznych ścian.

Budowa

Jak to działa? To całkowity plug & play. Do wyjść przedwzmacniacza, integry (pre-out) lub amplitunera AV podłączamy małe czarne pudełeczko – nadajnik radiowy – korzystając z dwóch lub z pojedynczego interkonektu RCA (zależnie od tego, czy dysponujemy wzmacniaczem stereo, czy procesorem AV). Ten może być krótki, jak tylko chcemy, bo lokalizacja nadajnika jest praktycznie obojętna. Urządzenie można nawet zawiesić na ścianie bezpośrednio za szafką na sprzęt lub przyczepić do jej bocznej ścianki. Producent przewidział odpowiednie uchwyty na spodzie nadajnika. Ten automatycznie łączy się z subwooferem, który wystarczy jedynie podłączyć do zasilania. Jedyne, co może być konieczne – choć wcale nie musi – to zmiana kanału transmisji z pierwszego na któryś z pozostałych trzech. Ta odbywa się bowiem w paśmie 2,4 GHz, a więc w tym samym, w którym pracuje większość sieci WiFi. W blokach mieszkalnych, gdzie ich skupisko jest znaczne, może się więc pojawić problem interferencji. Podczas testu parowanie przebiegło bez najmniejszych problemów. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że gdy chcemy przejść na połączenie kablowe (a może pojawić się taki pomysł, o czym za chwilę), wystarczy przepiąć kable: wyjąć je z nadajnika i podłączyć do subwoofera. Wi-Q działa bez pudła (w przenośni, rzecz jasna), automatycznie wybierając aktywne wejście sygnałowe (są też głośnikowe, ale na sprężynkach – sic!) lub moduł bezprzewodowy. Sprytne!

Poza tym mamy do czynienia z klasyczną konstrukcją wentylowaną Velodyne, która do złudzenia przypomina modele z serii EQ-MAX – w tym konkretnym przypadku EQ-MAX 10. Producent niczego takiego nie sugeruje, ale rozmiary obudowy są takie same, głośnik basowy – prawdopodobnie też (nie wiemy na pewno, bo nie udało się go wyjąć). Wylot długiego tunelu BR znajduje się na spodzie. Wzmacniacz ma identyczna moc 195 W RMS, wyposażenie – abstrahując oczywiście od modułu radiowego – również niczym się nie różni od EQ-MAX-a. W tym miejscu warto na chwilę się zatrzymać. Znakomity jest pilot zdalnego sterowania – może ciut za mały, ale dzięki temu, ze tak płaski, to bardzo wygodny. Ma wszystko, co potrzeba: włącznik/stand-by, regulację poziomu, wybór jednego z czterech programów (Jazz, Rock Movies, Games – każdy różni się ustawieniem poziomu, charakterystyką i częstotliwością filtru subsonicznego), wyciszanie, 4 przełączniki fazy (0, 90, 180, 270 stopni). Tę ostatnią regulację warto podkreślić, jako że większość subwooferów umożliwia co najwyżej odwrócenie fazy (180 stopni). Opcje 90 i 270 naprawdę się przydają – tak „podpowiadają” doświadczenia z wcześniejszymi modelami. Jest też funkcja autokorekcji EQ polegająca na samoczynnym pomiarze niskich tonów w miejscu odsłuchu (w tym celu należy się posłużyć dołączonym do zestawu mikrofonem) i wprowadzeniu odpowiednich korekcji do pamięci urządzenia. Do tego subwoofer wykorzystuje wbudowany, niewidoczny dla użytkownika, 5-pasmowy korektor częstotliwościowy. Idea korekcji EQ polega na zredukowaniu zdudnień i silnych podbić basu wywołanych interakcją z pomieszczeniem. To dobre rozwiązanie. Nie wiadomo jednak, jak deaktywować korekcję – tego producent nigdzie nie podaje. Zanim odpalimy procedurę, ustawmy subwoofer najlepiej, jak się da – uruchomimy ją dopiero w ostateczności.

Brzmienie

Podczas ustawiania subwoofera – a trwało to co najmniej godzinę – korzystałem z pewniejszego połączenia kablowego, które po pierwsze, jest bardziej niezawodne, a po drugie, nie wprowadza do dźwięku niewiadomej. Wykorzystałem kolumny Sonus Faber Toy Tower, grające w pomieszczeniu testowym, w optymalnym dla siebie ustawieniu, zbyt sucho na basie. Wcieliłem się w osobę, która posiada dobre kolumny frontowe, ale nie jest do końca usatysfakcjonowana ich brzmieniem ze względu na szczupłość niskiego zakresu. Od początku było jasne, ze w Wi-Q drzemie potencjał. Jak zwykle jednak, potrzeba wielu prób, by subwoofer naprawdę dobrze „skleić” z kolumnami. Nie posiłkowałem się od razu korekcją EQ – włączyłem ją dopiero na samym końcu. Po jej przeprowadzeniu konieczne było podniesienie czułości subwoofera o trzy stopnie – co czytelnie sygnalizuje dwucyfrowy wyświetlacz na przedniej ściance. Reprodukcja basu poprawia się, choć nie w stopniu zasadniczym. To jednak skutek dopracowanego pomieszczenia i ustawienia. W typowych warunkach różnica na pewno będzie większa.

Velodyne wprowadziło do brzmienia to, czego brakowało i (prawie) nic więcej: dodatkową porcję niskiego basu (odcięcie ustawiłem na 65–70 Hz – dokładną wartość pokazuje wyświetlacz), który nie zachodząc na wyższe rejestry omawianego zakresu, zupełnie nie psuł charakteru basu Sonusów. Niskie tony pozostawały jędrne i w miarę szybkie (Toy Towery maja lekkie rozmiękczenie konturów), znacznie przybrały jednak na potędze i wypełnieniu. Naprzemienne (zdalne) wyciszanie i uruchamianie Wi-Q doskonale obrazowało skalę zmian: dźwięk bez subwoofera był za bardzo skupiony na średnicy, odchudzony – ogólnie kiepski. Po zestrojeniu subwoofera powrót do bazowego ustawienia można ocenić jako wręcz bolesny. Brzmienie było obiektywnie gorsze, słabiej zrównoważone, mniejsze, dźwięk zdawał się być przetarty. W tym miejscu po raz kolejny potwierdza się teza, że niski bas jest jednak ważnym składnikiem brzmienia, że wpływa na całościowe wrażenie realizmu odtwarzanego dźwięku. Także przestrzenności, choć tutaj nie odnotowałem wielkich efektów – a to dlatego, ze Sonusom nie za bardzo brakuje rozciągnięcia. To nie są przecież małe monitory. Bas Wi-Q jest dostatecznie czysty i zwarty, by nie przeszkadzał brzmieniu kolumn tej klasy. W najniższych zakresach kontury i precyzja niskich tonów nie są, rzecz jasna, takie jak w dużych high-endowych kolumnach, ale nikt tego nie oczekuje. Rozciągniecie basu oceniam jako co najmniej dobre. Główny mod pomieszczenia przy 28,6 Hz był wzbudzany bardzo silnie, co świadczy o tym, że tuż poniżej 30 Hz Velodyne produkuje jeszcze naprawdę sporo „mięcha”. Dalej jego zapędy wyraźnie słabną, ale znów nie jest to coś, co by zaskakiwało. Z punktu widzenia kinomanów liczy się to, że wysokie poziomy niskiego basu są uzyskiwane „z zapasem”, można zatem liczyć na efektowne tąpnięcia i łomot w filmach akcji – zdecydowanie na większą skalę niż w przypadku testowanego niedawno modelu MiniVee SPL-800i. Duzy woofer i bas-refleks są jednak niezastąpione.

Połączenie bezprzewodowe okazało się, niestety, gorsze sonicznie od tego przez zwykły kabel. Czuć było spadek twardości basu, pogorszenie jego definicji i „skupienia”. Do oglądania filmów połączenie bez kabla jest prawdopodobnie wystarczające, ale do słuchania muzyki – wolałbym mimo wszystko podciągnąć kabel.

Naszym zdaniem

Kolejny, zdecydowanie udany subwoofer Velodyne. Właściwie było to do przewidzenia, skoro Wi-Q bazuje na bardzo solidnej podstawie – modelu EQ MAX. Koncept łączności bezprzewodowej jest ciekawy i dobrze zaaplikowany. Warto jednak się zastanowić, czy oby na pewno nie da się doprowadzić kabla sygnałowego. Zagra z nim lepiej, a i pozostałaby jakaś oszczędność.