GoldenEar Triton Seven - Digital trends 01/2014

GoldenEar Technology Triton Seven - Recenzja

Digital trends 01/2014 - Caleb Denison. Oryginalny tekst recenzji TUTAJ.

Kiedy natknąłem się na firmę GoldenEar Technology na targach CES rok temu, znajdowałem się niejako w desperacji. Zobaczywszy i usłyszawszy mnóstwo znakomitych głośników, wzmacniaczy i całej reszty sprzętu dla wtajemniczonych stwierdziłem, że żadna z tych rzeczy nie była czymś, na co „normalni ludzie” (tzn. nie zamożni audiofile) będą mogli sobie kiedykolwiek pozwolić. Miałem dostarczyć gotowy artykuł, a zaczynało mi już brakować czasu.

„Triton Seven…są wspaniałym przykładem na to, jak typowo audiofilski dźwięk może być generowany przez głośniki, na które niemal każdego byłoby stać.”
Caleb Denison, Digital Trends

Wtedy właśnie wpadłem na Sandy Gross’a, jednego z najbardziej przystępnych entuzjastów sprzętu audio, jakich kiedykolwiek miałem przyjemność spotkać, a potem usłyszałem po raz pierwszy Triton Seven – jeden z najbardziej zadziwiających głośników, jakie kiedykolwiek miałem przyjemność usłyszeć. W skrócie, Triton Seven są minimalistycznymi głośnikami wolnostojącymi, które zostały tak zaprojektowane, aby brzmieć kompletnie nie minimalistycznie. Mój 15-minutowy odsłuch rozciągnął się w czasie do ponad godziny. Byłem tak poruszony prezentacją i tak zaszokowany ceną (1400 $ za parę!), że jak tylko się pożegnałem, popędziłem do pomieszczenia prasowego, aby opisać swoje najnowsze odkrycie.

Muszę na wstępie jednak o czymś Was uprzedzić: sprzęt towarzyszący, jaki Sandy wykorzystał przy demonstracji głośników, mieścił się w przedziałach cenowych odległych o lata świetlne od sprzętu, jakiego użyłby klient docelowy zestawu Triton Seven. W systemie znajdował się preamp i odtwarzacz CD Audio Research, wzmacniacze mocy Pass Labs i jakiś wymyślny DAC, którego nie udało mi się rozpoznać. Całkowity koszt sprzętu towarzyszącego zapewne oscylował w granicach 40000$. To nie do końca realistyczne zestawienie i zacząłem się zastanawiać, czy cały odsłuch miał realistyczny wymiar? Czy głośniki Triton Seven mogły zabrzmieć chociaż po części tak znakomicie przy amplitunerze za 1200$ albo wzmacniaczu zintegrowanym za 1500$? Tego wkrótce miałem się dowiedzieć.

Otwieramy pudło i…

Głośniki Triton Seven dotarły zapakowane w podwójne pudełka, zapewne aby nie doznały uszczerbku podczas transportu. Pudło zewnętrzne było wyścielone długimi płachtami pianki styropianowej – takiej, która rwie się na kawałki i małe kuleczki naładowane elektrostatycznie przyczepiają się do wszystkiego, do czego nie chcielibyście, żeby się przyczepiały. Nienawidzę tego. Trzeba jednak przyznać, że pianka spełniła swoje zadanie, ponieważ pudło wewnętrzne dotarło w nieskazitelnym stanie, a wewnątrz grzecznie siedziały sobie głośniki opatulone w niepodlegającą rozkładowi piankę polietylenową – taką, jaką wolę. Głośniki były w doskonałej formie, gotowe żeby zagrać tylko jak wydostaną się z pudełka – bez żadnego dalszego składania. Triton Seven mają prawie 102 cm wysokości, około 38 cm głębokości u podstaw, a front kolumn mierzy jedynie 15 cm szerokości. Przy swoim ciężarze, który wynosi jedynie 14,5 kg, są niezwykle poręczne do ustawienia. Przenoszenie ich z miejsca na miejsce nie nastręcza żadnych problemów. W pudełkach razem z kolumnami dostarczono prostą instrukcję obsługi, kolce podłogowe i gumowe podstawki do zamontowania w plintach.

Projekt i cechy charakterystyczne

Jak tylko rozpakowaliśmy Tritony, nasza kotka podejrzanie zaczęła się nimi interesować. Wyobraźcie sobie, że jedną z bardziej atrakcyjnych i ciekawych cech projektu jest brak osłonek grilla. Zamiast tego, cała obudowa kolumny jest pokryta ‘rękawem’ z materiału, który biegnie od podstawy aż do samej góry głośnika. W rezultacie, cały głośnik wygląda jakby był obciągnięty materiałem, a jedynie na jego szczycie znajduje się połyskliwa osłonka z plastiku, a za podstawę służy postument z takiego samego tworzywa. Szkopuł w tym, że koty mogą uznać głośniki za swoje nowe drapaki. Szybko usunęliśmy naszego czworonoga z pokoju i zabroniliśmy jej do niego wchodzić przez następne dwa miesiące, kiedy Tritony Seven miały być przez nas testowane. Rękaw z materiału okrywający cały głośnik nie służy tylko ładnemu wyglądowi. W zasadzie wszystkie elementy konstrukcji Triton Seven wywierają jakiś wpływ na ich ogólne brzmienie. W przypadku rękawa, jest to brak ramki grilla, co wpływa na osiągnięcie rezultatu „dźwięku ze zdjętą osłoną grilla”, tak naprawdę bez konieczności jej usuwania.

Kształt głośników ma również znaczenie zarówno ze względu na ich wygląd, jak i na dźwięk. Podobała nam się pochylona do tyłu obudowa oraz lekko rozszerzające się nachylenie ścianek w kierunku podstawy głośnika. Nadaje to kolumnie nowoczesny wygląd, który większość słuchaczy z pewnością uzna za zaletę. Wystarczy jednak przyjrzeć się nieco dokładniej i można zauważyć, że żadne ze ścianek głośnika nie są równoległe – pomaga to zredukować zjawisko fal stojących, które mogą zaciemnić barwę dźwięku.

Cechą konstrukcyjną, która ma zapewne największy wpływ na brzmienie całości, jest zestawienie przetworników wykorzystanych w kolumnach Triton Seven. Mamy tutaj więc specjalny, zwijany wysokotonowy głośnik wstęgowy, który produkując dźwięk ściska wewnątrz strumień powietrza i dopiero wtedy wypycha go w kierunku słuchacza, co ma skutkować bardzo delikatnym i szybkim charakterem wysokich tonów. Z góry i z dołu otaczają głośnik wysokotonowy przetworniki średnio/niskotonowe o wielkości 5,25 cala. Przesuwając się w dół kolumny, na dole jej obudowy znajdziemy dwa przeciwległe, boczne, 8-calowe pasywne radiatory. Te niskotonowe radiatory poruszają się wspólnie z przetwornikami średnio/niskotonowymi dzięki ciśnieniu powietrza, jakie tworzy się wewnątrz zamkniętej obudowy głośnika i zwiększają całkowity zakres niskich tonów przekazywanych przez konstrukcję Triton Seven.

Ustawienie

Wypróbowaliśmy na Triton Seven każdy możliwy scenariusz użytkowania, jaki tylko przyszedł nam do głowy. W trakcie testu głośniki stały w trzech różnych pomieszczeniach i współpracowały z trzema różnymi wzmacniaczami – służyły zarówno jako zestaw dwukanałowy w tradycyjnym systemie stereo i jako część zestawu Kina Domowego. Wśród urządzeń współpracujących należy wymienić wzmacniacze zintegrowane Peachtree Audio Decco65 i Anthem Integrated 225, amplituner Sony STR-DA5800ES 9.2ch A/V, odtwarzacze uniwersalne Oppo BDP-95 i BDP-103 oraz gramofon Pioneer PL-61 z wkładką Ortofon OM-5E.

 

Ustawienie kolumn Triton Seven nie było w żadnej mierze problematyczne – po pierwsze, ponieważ są dość lekkie i łatwo je przenieść – a po drugie, ponieważ brzmiały fantastycznie niemal w każdym miejscu, w jakim je postawiliśmy. Udało nam się znaleźć idealne miejsca odsłuchowe w dwóch z trzech naszych pokojów, gdzie bas wydawał się najbardziej potężny. Stwierdziliśmy, że Tritony dobrze grają, kiedy są odsunięte na co najmniej 25 cm od tylnej ściany (im więcej, tym lepiej, w zależności od pomieszczenia i miejsca odsłuchu) i staraliśmy się za każdym razem utrzymać odległość 50 cm od ścian bocznych.

Musimy w tym miejscu zaznaczyć, że kolumny Triton Seven wyglądały znakomicie w każdym pokoju, w jakim je umieściliśmy. W naszym pomieszczeniu dedykowanym dla Kina Domowego, ‘Siódemki’ wyglądały jak u siebie w domu pośród całej otaczającej je elektroniki i jej lśniącej czerni. W naszym salonie z kolei, kolumny zastosowały trick kameleona, idealnie wtapiając się w konserwatywny, dosyć minimalistyczny wystrój wnętrza. Uwierzcie nam, że te głośniki pod względem estetycznym znikają z pokoju, co jednocześnie okazało się stanowić atrybut, zapowiadający ich znakomity charakter brzmienia.

Brzmienie

Przez nasz dom przewija się znacznie więcej sprzętu audio, niż moglibyśmy oczekiwać, ale już dawno nie byliśmy tak bardzo podekscytowani parą głośników. To co zestawy głośnikowe SVS Ultra uzyskały poprzez swoją masę i tężyznę, kolumny Triton Seven osiągnęły dzięki szybkości i sprawności. Jeśli większe i potężniejsze kolumny przypominają amerykańskie ‘muscle cars’, to Triton Seven wyglądają przy nich jak kompaktowe, niemieckie wyścigówki. Jasne, że ‘muscle cars’ odjeżdżają z potężną mocą na prostej, ale kiedy przyjdzie do ciasnych zakrętów – zabawa się kończy.

Jedną z cech która sprawia, że Triton Seven są tak wyjątkowe, jest błyskawiczna szybkość generowania wysokich tonów i ich niewiarygodna detaliczność. Włączając nagranie po nagraniu mogliśmy usłyszeć drobne detale, które były trudne bądź praktycznie niemożliwe do wychwycenia przy innych kolumnach, nawet takich, które uważaliśmy za urządzenia wysokiej jakości. Skrzypienie taboretu przy fortepianie, drobne trzaśnięcia przycisków saksofonu, dźwięk drewnianej pałeczki uderzającej w talerze ride, czy puknięcia smyczków o struny altówki bądź wiolonczeli – te dźwięki nie były po prostu słyszalne, one były obecne i tańczyły na obrzeżach szerokiego obrazu dźwiękowego.

No i składowe harmoniczne… Ludzie, zlitujcie się! Dla muzyka grającego na instrumentach dętych chyba nie istnieje większa nirwana, niż usłyszeć instrument dęty poprzez parę głośników w taki sam sposób, jak brzmi on na żywo. Niestety takie doświadczenie jest niezmiernie rzadkie. A jednak, kolumny Triton Seven przekazały harmoniczne instrumentów dętych tak realistycznie, że dosłownie mieliśmy gęsią skórkę i ciarki chodziły nam po plecach.

Być może z tego też powodu czuliśmy, że ‘Siódemki’ przekazały atmosferę naszych nagrań koncertowych w znacznie lepszy sposób, niż jakiekolwiek inne głośniki na długiej przestrzeni czasu. Bring On The Night Stinga, może być przez niektórych słuchaczy traktowane jako album zrobiony „na siłę”, tuż po wydaniu Dream of the Blue Turtles, ale dla nas jest to jeden z najlepszych przykładów talentu członków jego zespołu, a głos samego Stinga mógł równie dobrze pochodzić od niego samego – gdyż brzmiał tak niezwykle realistycznie.

Równie wielką przyjemność sprawił nam odsłuch Dark Side of the Moon Pink Floyd na SACD. Na utworze Time byliśmy w stanie rozróżnić wszystkie pojedyncze zegary, ponieważ ich dźwięki były tak wyraźne. W zasadzie nigdy wcześniej nie słyszeliśmy takiego zróżnicowania tonów tykających i dzwoniących zegarów na tej płycie. Nawet, kiedy słuchaliśmy zwykłej warstwy CD, czuliśmy się dosłownie skąpani w dźwięku. Jest to zasługa zdolności kolumn Triton Seven do tworzenia masywnej i oderwanej od głośników sceny dźwiękowej. Kiedy siedzi się w centrum, pomiędzy dwiema dobrze ustawionymi kolumnami Triton Seven, praktycznie niemożliwe jest aby wskazać dokładnie ich lokalizację. Tritony mają taką samą zdolność stapiania się z wystrojem otoczenia pod względem estetycznym, jak i znikania z pokoju odsłuchowego, kiedy generują dźwięk.

Słuchanie muzyki pochłonęło nas tak bardzo, że praktycznie zapomnieliśmy na Tritonach Seven przetestować ścieżki dźwiękowe z filmów. Wrzuciliśmy do odtwarzacza The Avengers i obejrzeliśmy każdą głośniejszą scenę, jaką udało nam się znaleźć. O ile subtelne cechy kolumn nie były aż tak oczywiste, było i tak jasne, że radzą sobie lepiej niż dobrze, z przekazywaniem sugestywnych, otaczających widza dźwięków ścieżki filmowej. Ponownie, głośniki wstęgowe w Tritonach dostarczyły hojne pokłady detali nawet w przypadku najbardziej szczegółowych efektów dźwiękowych, a niezwykłe czysty i otwarty charakter średnich tonów umożliwił piękną separację pomiędzy nagraniami muzycznymi i dźwiękami towarzyszącymi akcji filmowej. Wystarczy dodać głośnik centralny i kanały satelitarne, dorzucić subwoofer, a dostaniemy jeden z najbardziej muzykalnych systemów Kina Domowego, dostępnych w cenie poniżej 5000$.

Po wszystkich tych zachwytach nad Tritonami Seven możecie pomyśleć, że zauroczyły nas tak bardzo, że będziemy gotowi nazwać je głośnikami idealnymi. Niestety, nie damy Wam tej satysfakcji. W przypadku muzyki elektronicznej i popu, gdzie wysokie tony zostały zmiksowane nienaturalnie wysoko na nagraniach, ‘Siódemki’ okazywały się wykładniczo przejaskrawione. Wysokich było po prostu za dużo. Z drugiej strony, pomimo że byliśmy w stanie wydobyć z kolumn znakomity bas, w naszym odczuciu brakuje im nieco uderzenia w najniższym zakresie, które wielu słuchaczy wydaje się doceniać. Owszem, zdajemy sobie sprawę, że są to niewielkie głośniki, ale dźwiękowo przekraczają one swoje rozmiary w tak wielu płaszczyznach, że życzylibyśmy sobie, aby cały zakres basu był równie spektakularny.

Podsumowanie

Koncepcja budowy wysokowydajnych kolumn głośnikowych o dużej wartości nie jest niczym nowym, ale tylko kilka firm realizuje ją tak dobrze, jak GoldenEar Technology. Triton Seven - w szczególności - są wspaniałym przykładem na to, jak typowo audiofilski dźwięk może być generowany przez głośniki, na które niemal każdego byłoby stać. Już dawno nie słyszeliśmy tak detalicznych kolumn głośnikowych, a scena dźwiękowa, którą ‘Siódemki’ są w stanie stworzyć jest wspaniała, w dosłownym znaczeniu tego słowa. Czasem życzylibyśmy sobie nieco więcej basów i nie odważylibyśmy się odtworzyć na nich elektronicznej muzyki tanecznej, czy też nieprawidłowo zmiksowanych utworów pop, ale w przypadku praktycznie każdego innego gatunku muzyki i wszystkich rodzajów filmowych ścieżek dźwiękowych ciężko jest wyobrazić sobie lepszą wartość pod względem ceny i jakości, niż para kolumn Triton Seven.