USHER R-1.5

Hi-Fi i Muzyka 05/2005

Mariusz Malinowski

To pierwszy test tajwańskiego Ushera na łamach HFiM. Ale spokojnie, to nie żaden dalekowschodni „no name”, tylko firma z 30-letnią tradycją i ciekawą ofertą.

Budowa

Usher R-1.5 to prawie 40-kg kloc. Reszta (rozpakowanie, ustawianie, przenoszenie itd.) niech pozostanie milczeniem. Całe szczęście, że producent z przodu i z tyłu umieścił poręczne uchwyty. Dzięki nim, oprócz korzyści praktycznych, mamy również wizualny powiew hi-endu.

Sam wygląd zewnętrzny, pomimo z daleka widocznej staranności wykonania, na pewno nie należy do szczytu ekskluzywności. Do czołowego płata aluminium o grubości 1 cm dokręcono jeszcze jedną płaszczyznę z dwoma wycięciami. Jedno odsł ania nazwę urządzenia, a drugie logo firmy, bardzo ostro świecącą niebieską diodę oraz główny wyłącznik, którego wygląd został chyba wzięty z katalogu archiwalnych zdobyczy szpiegów wzornictwa przemysłowego. Oryginał to oczywiście nasza pralka Frania (no, może w wersji de luxe). Pocieszające jedynie, że wyłączniki w Cayinie i Conradzie Johnsonie wyglądają jeszcze gorzej.

Z tyłu nie ma większych niespodzianek. Wybornej jakości gniazda głośnikowe akceptują wszystkie rodzaje końcówek. Szkoda tylko, że mamy tylko jeden komplet. Ponadto widać jedno wejście RCA i jedno XLR, których pracę przełączamy małym suwakiem. Mamy też możliwość przełączenia w tryb monobloku.

Po zdjęciu pokrywy okazuje się, że te ponadstandardowe elementy (gniazda XLR, przełącznik pomi ędzy wejściem zbalansowanymi niezbalansowanym oraz mostkowanie) są atrapą. Dystrybutor wyjaśnia, że istnieje wersja droższa urządzenia (cena 10520 zł), która te wszystkie opcje już ma. Przykrą wiadomością jest jednak brak możliwości upgrade’u za dopłatą.

Usher nie ma głównego chassis. Wszystkie powierzchnie obudowy są oddzielnymi elementami. Jeśli chodzi o budowę wewnętrzną, to na pierwszym planie widać ekranowany transformator, projektowany specjalnie do wzmacniaczy hi-fi. Kształt puszki pozwala się domyślać użycia jakiegoś gigantycznego rdzeniowca, a nie częściej spotykanego toroidu. Cztery pokaśne kondensatory umieszczono na płytce w sąsiedztwie trafa. Tranzystory bipolarne Motoroli to już prawdziwa armia: 16 sztuk na kanał! Przytwierdzono je do aluminiowej formy, a dopiero potem do radiatorów. Powierzchnia odprowadzająca ciepło jest więc całkiem spora. Oba kanały są umieszczone na przeciwległych bokach urządzenia. Wszystko wykonane jest bardzo starannie.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Usher na froncie dumniewymalował napis „ideal class A”. Czy to jest rzeczywiście klasa A, czy jakiś firmowy patent (typu „virtual class A”, czy „class AA”), nie będę rozstrzygał. Jeśli klasę A mielibyśmy rozróżnić poprzez ocenę ilości wydzielanego ciepła, to Usher (w porównaniu z Cayinem lub Cairnem) na pewno by się nie załapał. Pod względem zużycia energii – także. Pozwoliłem sobie na eksperyment: przez kilka nocy sprawdzałem stan licznika z pozostawionymi na chodzie różnymi wzmacniaczami. Z ciekawszych wniosków: pracujący Cayin bez podanego sygnału pobiera prawie trzy razy więcej prądu niż Usher w takich samych warunkach i w tym samym czasie.

Wrażenia odsłuchowe

Możliwości brzmieniowe tego wzmacniacza są w wielu aspektach wyjątkowe. Po sprawdzeniu wszystkich końcówek tego testu utwierdziłem się w przekonaniu, że znalezienie lepszego basu za 9 kzł będzie zadaniem karkołomnym. W zasadzie było wszystko, czego można wymagać: potęga i głębia, zróżnicowanie barw, nic się nie wymykało kontroli. Nie odniosłem przy tym wrażenia jakiejkolwiek twardości.

Wręcz przeciwnie, dół pasma jest w pełni nasycony, a jednocześnie bogaty w informacje i przejrzysty. Akurat te dwie cechy rzadko przychodzą na myśl przy opisie niskich tonów. Odnoszą się raczej do średnicy i sopranów. Usher jednak proponuje zupełnie nową jakość brzmienia. Naprawd ę trudno wymazać z pamięci te wrażenia.

Skala dynamiki nie ma ograniczeń. Lepiej nie próbować w warunkach domowych zbliżać się do godziny 11. Usher jest gotowy na dowolny tor wyczynowy. Wszystkie przeszkody pokonuje z łatwością sprintera. Z orkiestrą rozprawia się jak Smok Wawelski z krakowskimi dziewicami. Również wyszarpywane gdzieś w tle muzyczne przyprawy odwzorowane są tak wyraśnie i energetycznie, że żadna mikroinformacja nie umyka uwagi.

Usher nie boi się zapuszczać w górne rejestry. Niektórzy mogliby je określić jako zbyt obfite, szczególnie w bezpośrednim porównaniu z C-J czy Densenem. Nie będę zaprzeczał. Nie znaczy to jednak wcale, że Tajwańczycy dają wzmacniacz zbyt krzykliwy czy wyostrzony. Określiłbym to raczej jako dążenie do większej obiektywności. Bo akustyczna prawda potrafi zaboleć. Szczególnie gdy realizator zasnął przy konsoli i tak poszło w świat. Usher niczego nam nie upiększy. Nie przytnie sybilantów, nie zaokrągli wybrzmień talerzy perkusji. Jak ma być ostrzej, to nie stchórzy.

Tę cechę zaliczyłbym do zalet, chociaż dwójka wymienionych wyżej konkurentów jest dla słuchacza o wiele łaskawsza. Jak kto woli. Usher z łatwością pozwala na selekcję nagrań wedł ug jakości. Jednak nie przeszkadza to sięgać po słabsze realizacje. Nawet one zostaną ukazane w innym świetle. Warto wszystkiego posłuchać, bo odkrywanie nowych szczegółów nawet na kiepskich realizacjach może dostarczyć sporo frajdy. Wgląd w detale nie ociera się jednak o jakąkolwiek nachalność. To raczej dążenie do zachowania maksymalnej przejrzystości w systemie. Na piątkę.

Wiele z powyższych uwag można spotkać przy opisach urządzeń grających sucho lub technicznie. Usherowi udało się uniknąć niebezpieczeństwa stereotypowo (czytaj twardo i niemuzykalnie) brzmiącego tranzystorowca. W internetowym katalogu firmy czytamy nawet o ambicji stworzenia namiastki dświę- ku lampowego. Jakkolwiek stereotypowe by nie było, to odwo- łanie, muszę przyznać, że Usher gra z dużym zaangażowaniem i sercem. Pulsujące tętno basu,nasycone barwy średnicy i ogólna neutralność pozwalają na spędzanie długich muzycznych wieczorów. I wydaje mi się, że naprawd ę warto zainwestować w ten wzmacniacz. Wiem, wiem, 9200 zł to jednak dużo pieniędzy. Ale powiem Wam w sekrecie, że za Ushera to darmocha.

Konkluzja

„Nazywam się R-1.5. Usher R-1.5.” James Bond wśród końcówek mocy. Wczoraj agent w uśpieniu. Dziś sprzęt redakcyjny.