Soundsmith MCP2 MK II - Hi-Fi i Muzyka 07-08/2017

Dobre granie Panowie, Panie Soundsmith MCP2 MKII

Paweł Gołębiewski
HFM 07-08/2017

Zapraszam na spotkanie z projektem pochodzącym z Peekskill. Gramofonowy stopień korekcyjny Soundsmith MCP-2MKII nie jest ani ładny, ani bardzo uniwersalny, ani technologicznie wyrafinowany. Nie ma więc wyjścia – musi dobrze grać i czarować brzmieniem. W każdym akapicie tego opisu znajdziecie jedynie mocne dowody na zdrowe inżynierskie podejście do projektu.

Budowa – dlaczego nie?

Dlaczego nie jest ładny? Bo został schowany w standardowej aluminiowej obudowie, niewiele większej od dwóch paczek papierosów, z mało subtelnym nadrukiem nazwy, zajmującym cały front. Na wierzchu skrzynki znajduje się potencjometr służący do wyboru impedancji wejściowej. Z tyłu umieszczono wejście i wyjście w formacie RCA, zacisk uziemienia oraz gniazdo zewnętrznego zasilacza wtyczkowego. Stoi na przyklejonych marketowych nóżkach. Na swój sposób jest to piękne.
Dlaczego nie jest uniwersalny? Bo obsługuje tylko wkładki MC o niskim napięciu wyjściowym.

Dysponując wzmocnieniem 63 dB, poradzi sobie jednak nawet z tymi egzotycznymi. Ma również regulację impedancji obciążenia w zakresie 10-5000 Ω. Producent deklaruje możliwość wykonania przedwzmacniacza o zadanych parametrach, pod kątem konkretnego przetwornika. Posiadaczom wkładek typu HOMC i MM Soundsmith proponuje modele MMP3 (3400 zł) oraz MMP4 (2610 zł), więc to przemyślana strategia i nie robię z tego większego problemu.

Dlaczego w końcu nie technologicznie wyrafinowany? Ma tylko jedno wejście i jedno wyjście RCA. Układ elektroniczny zmontowano na jednej płytce drukowanej. Sekretem urządzenia są stopnie MC, wykorzystujące transformatory własnej produkcji, w pełni ekranowane. Za regulację impedancji wejściowej odpowiada potencjometr, połączony przewodami koncentrycznymi z płytką główną. Został wyskalowany w podanym wyżej zakresie.

Korekcja krzywej RIAA odbywa się pasywnie. W jej układzie zastosowano wysokiej jakości kondensatory styrofleksowe. Układ scalony Burr Brown OPA4227PA to jedyny element wzmacniający. Widoczne tranzystory pracują w stabilizacji zasilania. Sam zasilacz jest wtyczkowy i wyposażony w długi i elastyczny przewód. Więc może jednak ma to wszystko głębszy sens?

Konfiguracja

Przedwzmacniacz Soundsmith MCP-2 MKII wyposażono tylko w jedną regulację – impedancji wejściowej. Wyskalowanie potencjometru jest mocno przybliżone i nie dopatrzyłem się w nim ani skali liniowej, ani logarytmicznej. Nie mam pojęcia, jak ustawić np. wartość 100 Ω. Trzeba zaufać własnemu słuchowi i dobrać parametr na ucho.

Urządzenie, podłączone do zewnętrznego zasilacza, pozostaje cały czas pod prądem. Nikczemna postura umożliwia umieszczenie go na jednej półce razem z innymi urządzeniami. Brawa za długi przewód zasilający.
W czasie testu jako główne źródło analogowe wystąpił Garrard 401 z ramionami Ortofon AS-212 (Denon DL-103R) oraz SME 312 (Audiotechnica AT33PTG/2).

Poza nim korzystałem z maszyny Pro-Ject 9 X-Tension S-Shape z wkładką Ortofon Quintet Blue. Jako przedwzmacniacz odniesienia zagrał Amplifikator Pre-Gramofonowy. Soundsmith pracował podłączony przewodem Fadel Coherence One do wejścia liniowego przedwzmacniacza McIntosh C52. Dalsze elementy to monobloki McIntosh MC301 i kolumny ATC SCM-35. Gramofony i sprzęt stały na stolikach StandArt STO oraz SSP

System grał w zaadaptowanej akustycznie części pomieszczenia o powierzchni około 36 m².

 

Wrażenia odsłuchowe

Czas na uzasadnienie istnienia Soundsmitha MCP-2 MKII. W połączeniu z wkładką Denon DL-103R zaskakuje żywiołowością. Brzmienie jest otwarte, dźwięczne, przestrzenne. Przedwzmacniacz ewidentnie podnosi jakość dźwięku generowanego przez ten klasyczny przetwornik. Dopala dynamikę i stawia na rozdzielczość, separację najdrobniejszych zdarzeń, ekstrahowanie ich z gąszczu dźwięków. Gra czystym powietrzem, z dużym oddechem, może kosztem minimalnie gorszego nasycenia.  Na LP „The Final Cut” Pink Floyd porównałem duety Denon/Soundsmith oraz Audiotechnica/Amplifikator. Na początku drugiej strony odgłos wybuchu pocisku rakietowego potwierdza umiejętności dynamiczne amerykańskiego przedwzmacniacza. Efekt robi wrażenie. Wkładka Denon DL103R z Soundsmithem jest równie detaliczna, jak AT33PTG/2 z phono odniesienia. Oczywiście, takie porównania nie są w pełni sprawiedliwe, ale pokazują, że dobre efekty brzmieniowe można osiągać różnymi drogami. Wybór lepszego to raczej kwestia zdecydowania się na tę lub inną estetykę. Detal AT33PTG/2 jest z pewnością bardziej wysublimowany, a do tego Amplifikator dodaje troszkę ogłady i elegancji. Denon DL-103R prezentuje dźwięk grubiej ciosany, za to dopalony rakietowym paliwem MCP-2 MKII. Siła rażenia z pewnością jest inna, ale – z drugiej strony – potencjalnie straty własne również mają zupełnie inną skalę.

Po przesiadce na gramofon Pro-Ject X-Tension brzmienie pozostaje ciągle dynamiczne i żywe. Stawia na dosłowność, przekaz drive’u i detalu. W ten sposób kształtuje barwę i klimat. Jest to pewna firmowa cecha Soundsmitha, którą wychwyciłem już przy okazji recenzowania wkładki Zephyr MIMC („HFiM” 11/2015). Także MCP-2 MKII lubi grać głośno. W trakcie cichego słuchania jest poprawnie i równo, ale trochę nudno. Nic nie zapowiada przemiany, która dokonuje się po uwolnieniu watów wzmacniacza. Jeśli do tego na talerzu obraca się LP „The Best of Dire Straits & Mark Knopfler/Private Investigations” (Mercury Records), to wokół zaczyna się dziać. Brzmienie dostaje bonus energetyczny. Zyskuje na tym prawie każdy z zakresów: bas – zasięg i kontrolę; średnica – klarowność i dźwięczność. 

Tylko soprany pozostają takie, jak były, czyli czytelne, a przy tym nie ulegające wyostrzeniu. Soundsmith jest na tyle zapalczywy w dostrzykiwaniu kolejnych porcji radości, że może nawet miejscami popadać w euforię, gubiąc przy tym nieco ogłady. Z pewnością nie traci czasu na zbędne konwenanse i nie rozprasza swojej uwagi na dosładzanie, upiększanie ani polerowanie brzmienia. To pozostaje raczej lekko nieokrzesane, twardsze i nieco surowsze niż w prezencji high-endowych źródeł. Z drugiej strony, niewielu oczekuje takiego połączenia cech od przedwzmacniacza za niewiele ponad 5000 zł. Zadeklaruję tylko, że ja żadnemu nie odpuszczam.

W ramach ogólnoświatowych obchodów 50-lecia „Sgt. Peppers Lonely Heart Club Band” płyta nie znika z mojej podręcznej półki, mieszczącej pozycje wytypowane do odsłuchu. Kilkakrotnie zagrała też z Soundsmithem. Wiem, że to pozycja szczególna, ale nie na tyle moja ukochana, bym słuchał jej często. Jeśli jednak tak się zdarza, to słucham jej jedynie w wersji analogowej.Amerykański przedwzmacniacz zaimponował mi męskim podejściem do tej muzyki. Zaprezentował legendę w formule saute, bez makijażu, a nawet przez szkło powiększające. Przymierzając muzykę z tego albumu do charakteru Soundsmitha, od razu typowałem, który z utworów zabrzmi doskonale. Stawiałem na otwierający drugą stronę LP „Within You Without You”. Ale największym zaskoczeniem okazał się sposób odtworzenia głosu Ringo Starra w „With A Little Help From My Friends”. Słucham i wydaje mi się rewelacyjnie naturalny, przy tym jakby zmęczony, mimo zachowania rytmu. Można powiedzieć, że dzięki MCP-2 MKII odkryłem jego tajemnicę.  Zaintrygowany, szukałem informacji na temat tego nagrania i znalazłem taką, że wokal Ringo był nagrywany o świcie, pod koniec całonocnej sesji w EMI Studios. To wiele tłumaczy. Swoją drogą, The Beatles byli wtedy w doskonałej formie.

Konkluzja

Z deklaracji na stronie Soundsmitha wynika, że odważni panowie z Peekskill gotowi są wystawić swojego zawodnika w starciu z urządzeniami nawet sześciokrotnie droższymi. Popieram ten pomysł, bo Soundsmith MCP-2 MKII jest niezmordowany i zaskakująco dynamiczny. Dysponując zdecydowanym charakterem, z pewnością znajdzie swoich kibiców. Wart sprawdzenia.