MSB - The Analog DAC - High Fidelity 12/2013

MSB - The Analog DAC

High Fidelity 12/2013 (Nr 116)- Wojciech Pacuła. Oryginalny tekst recenzji TUTAJ.

Co robimy, kiedy boli nas ząb? Idziemy do dentysty (pomijam tych, którzy ze strachu aplikują sobie alkohole i tym podobne uśmierzacze) . Z uchem – do laryngologa. Z nogami do ortopedy, a sercem do kardiologa. Albo inaczej: włosy = fryzjer, dobre wino = sklep z winami, sprzęt audio = salon audio. Można to ciągnąć jeszcze długo. Myślę jednak, że wystarczy to do pokazania prawidłowości, do której chciałbym się odwołać: jeśli chodzi o wyspecjalizowane potrzeby, korzystamy z usług specjalistów. Można oczywiście obciąć się u znajomej (nie będącej fryzjerką), wino kupić w supermarkecie, a sprzęt kupić w megastorze. Nie ma w tym nic dziwnego, tak robi przytłaczająca większość. Ma to jednak miejsce w przypadku, gdy albo nie zależy nam szczególnie na jakości zakupów, tj. wystarczy nam coś średniego, albo kiedy nie wiemy, że da się lepiej. Jeśli jednak nam ZALEŻY, wówczas szukamy kogoś, kto się w danej dziedzinie specjalizuje, wychodząc z założenia, że nie da się być dobrym we wszystkim. Wśród producentów towarów wysokiej technologii, jak również towarów specjalistycznych również istnieje specjalizacja. Jest ona też czymś absolutnie normalnym wśród producentów audio.

Jeszcze kilka lat temu myśląc o Arcamie, powiedzielibyśmy: wzmacniacze, o Wadii: odtwarzacze CD i SACD, o Krellu: wzmacniacze, z kolei KEF i PSB, to kolumny, Luxman i QUAD: wzmacniacze. Specjalizacja w audio to norma i ma mocne zakotwiczenie w realnym świecie. A jednak od dłuższego czasu widać próby, często udane, poszerzenia swojej oferty, dążenie do zaoferowania klientowi końcowemu kompletnych systemów. I znowu – to rzecz absolutnie normalna i nie ma w tym nic dziwnego. Z jednej strony firmy starają się więcej zarobić. A po to firmy istnieją: żeby zarabiać. Z drugiej jednak są w stanie lepiej zaplanować taki system. Produkując tylko jakąś jego część, są zobligowani do takiego przygotowania tej cząstki (kolumn, wzmacniacza, źródła, kabli), żeby mogły współpracować z jak najszerszą grupą produktów innych producentów. Wypuszczając urządzenie z fabryki nie mają pojęcia z czym, gdzie, w jakich warunkach będzie pracował i mogą się co najwyżej modlić, żeby trafił na optymalną konfigurację. Dlatego też tak ważne są rzetelne testy w prasie specjalistycznej. Dziennikarze audio są w stanie przesłuchać dany produkt w swoim systemie i zaraportować, jak w nim gra. Jeśli zaś firma proponuje kompletny tor, ma nad wszystkim kontrolę, a poszczególne jego elementy pracują w komfortowych warunkach. Takie przynajmniej jest założenie. W rzeczywistości jest z tym różnie. Specjaliści rzeczywiście się do takich projektów przykładają, jednak im niżej w cenniku, tym bardziej prawdopodobne jest to, że urządzenia spoza „strefy kompetencji” zostały zakupione u producenta OEM, albo zaprojektowane przez zatrudnionego tylko do tej rzeczy człowieka z zewnątrz. Czasem takie działania przynoszą rewelacyjne efekty, wystarczy wspomnieć działalność Johna Curla w firmie Parasound czy „konfraterię” inżynierów w ramach marki Constellation Audio. To jednak wyjątki. Regułą wciąż bowiem pozostaje, że im wyższej jakości sprzęt, tym większej specjalizacji wymaga. W 1986 powstaje firma MSB Technology, będąca jednym z lepszych przykładów na to, że niewielkie, specjalistyczne firmy drążą temat tak długo, aż dostają w efekcie rzeczy wyjątkowe. Firmę założyło dwóch inżynierów, Larry S. Gullman i Mark S. Brasfield, którzy spotkali się w SRI (Menlo Park, Kalifornia), gdzie obaj pracowali. Na rynku audio powoli rozpędzała się rewolucja związana z płytą Compact Disc. Od początku wiadomo było, że to technologia, która wymaga jeszcze wielkiej pracy, aby mogła stać się – pod względem jakości dźwięku – konkurencyjna dla płyty LP. Wspomniani panowie wskazali na przetwornik cyfrowo-analogowy jako na miejsce wymagające natychmiastowej interwencji i specjalnie w tym celu założyli firmę MSB; nazwa jest skrótem od „Most Significant Bit”, najważniejszego, niezerowego bitu w ciągu zero-jedynkowym sygnału cyfrowego. Przy okazji MSB to również inicjały Marka S. Brasfielda. Jego udziały we wczesnym okresie działalności wykupił Larry S. Gullman, wersja pierwsza jest więc wersją oficjalną. W każdym razie, MSB od początku był firmą specjalizującą się w dekodowaniu cyfrowych sygnałów audio. Ich pierwszym krokiem było przeprojektowanie dostępnego na rynku odtwarzacza Philips i przeprojektowanie jego DAC-a. bardzo szybko okazało się, że panowie mają świetne pomysły i znaleźli dla siebie niszę. Na stronie firmowej znajdziemy „krótką historię MSB”, dobrze oddającą potencjał firmy..

„The legacy continues” – krótka historia MSB

1986: pierwszy produkt – modyfikowany odtwarzacz CD Philipsa
1986: założenie firmy przez Larry’ego S. Gullmana i Marka S. Brasfielda
1989: wykupienie udziałów Marka S. Brasfielda przez Larry’ego S. Gullmana
1994: demonstracja w firmie Dolby pierwszego wyjścia AC-3 dla odtwarzaczy LaserDisc
1995: pierwszy zewnętrzny demodulator AC-3 w Lexiconie LDD-1
1995: pierwszy odtwarzacz LaserDisc z certyfikatem THX – Runco LJR II
1996: pierwszy zewnętrzny dekoder DTS – Millenium 2.4.6
1998: pierwszy, dostępny w szerokiej sprzedaży, DAC 24 bity, 96 kHz – LINK DAC
2000: pierwszy dyskretny przetwornik 384 kHz – Platinum DAC
2001: pierwszy dyskretny, asynchroniczny upsampler 192 kHz – Platinum Plus
2005: pierwszy 80-bitowy filtr cyfrowy DSP – 16X Filter
2006: pierwszy, bazujący na iPodzie serwer – iLink
2009: pierwsze wejście cyfrowe przetwornika dla sygnału o częstotliwości próbkowania 384 kHz i upsampling 384 kHz – DAC III
2009: pierwszy 32 - bitowy interfejs – Xport
2010: pierwsze wejście cyfrowe 384 kHz Bit Perfect USB – Signature USB w DAC IV
2010: pierwszy transport CD potrafiący odtwarzać pliki audio do 32 bitów i 384 kHz – data CD IV
2011: pierwszy zegar taktujący o jitterze mniejszym niż 1 ps - 77 Femtosecond Galaxy Clock

Jak widać, pierwsze osiągnięcia związane są z urządzeniami wideo, choć miały na celu poprawę jakości dźwięku. Takie to jednak były czasy w USA, gdzie firma ma swoją siedzibę: kino domowe zaczynało napędzać cały rynek audio. Zmianą zupełnie niespodziewaną tej rewolucji było wyparcie wielobitowych przetworników cyfrowo-analogowych na rzecz tanich, łatwych w produkcji „daków” sigma-delta. To układy scalone, z których korzystają właściwie wszyscy producenci. MSB zaprezentowało jednak specjalistyczną odpowiedź na te ofertę, przetwornik dyskretny, zbudowany na piechotę, z opornikami i przełączającymi je elementami. Wraz z samodzielnie opracowanym zegarem taktującym stanowi on „serce” przetworników tej firmy.

Na jej szczycie znajduje się system Platinum IV, z multiformatowym napędem, przetwornikiem i zasilaczami. W 2011 roku testowałem go dla „Audio” i uczciwie przyznaje, że to był niesamowity odtwarzacz, w pewnych elementach jeden z najlepszych, jaki kiedykolwiek słyszałem. Jego cena przyprawiała jednak o drżenie serca. Najnowszy produkt MSB, The Analog DAC też tani nie jest. Jest jednak znacznie tańszy i lepiej – moim zdaniem – wygląda. To przetwornik cyfrowo-analogowy z dyskretnymi modułami DAC, dwoma na kanał (w Platinum było ich cztery) i budowie niezbalansowanej. Przetwarza sygnał do 32 bitów i 384 kHz, także z wejścia USB. To ostatnie przyjmuje również sygnał DSD, także w formie DSD128. Zastosowanie dyskretnej budowy, klasycznych oporników, taktowanie większym niż 5 MHz pozwoliło na obniżenie szumu tła do -160 dB! Firma opracowała także swoje własne filtry cyfrowe, zrealizowane w 80-bitowych układach DSP. Sygnał jest taktowany ultraprecyzyjnym zegarem Femto 140 Second Clock Technology, podebranym z Platinum IV. Podobnie jak w droższym modelu, możliwe jest załadowanie nowego oprogramowania, czyli filtrów i sterowania samym „dakiem” z zewnątrz, przez komputer.

Urządzenie ma budowę modułową. Zamawiając go musimy sprecyzować nasze potrzeby. Podstawowy element, przetwornik, kosztuje 26460 zł. Musimy do niego dokupić zasilacz. Możliwości są dwie: tańsza, „desktop power” za 2940 zł oraz znacznie bardziej rozbudowany, wyglądający tak, jak główny moduł, „analog power base”, za który damy 15540 zł. W podstawowej konfiguracji dostajemy jedno, wybrane wejście cyfrowe. Za każde kolejne dopłacimy 4200 zł. Możemy zamontować do trzech wejść. Do wyboru mamy:

  • USB 32/384 | DSD64/DSD128,
  • S/PDIF – RCA + TOSLINK (23/384),
  • MSB Network, do współpracy z transportem uniwersalnym MSB (32/384),
  • Pro I2S, gotowe do przyjęcia sygnału 768 kHz.

Możemy również wybrać jedną z trzech metod sterowania urządzeniem. W pakiecie podstawowym znajduje się mały, plastikowy pilot. Możemy dokupić pilot metalowy, w którym mamy więcej możliwości regulacji lub moduł Wi-Fi. Z nim będziemy mogli sterować „dakiem” z urządzeń Apple’a i otrzymamy dostęp do zaawansowanych ustawień, np. dithera, filtra cyfrowego i innych (dopłata – 4200 zł). Ponieważ wszystkie używane w moim domu urządzenia pracują z Androidem, z tej możliwości nie skorzystałem. I wreszcie możemy zamówić urządzenie z modułem pasywnej regulacji siły głosu – drabinki rezystorowej (4200 zł). Do testu otrzymałem wersję z wejściami USB i S/PDIF, regulacją głośności, modułem Wi-Fi oraz zasilaczem „analog power base”. I jeszcze jednym: kolorem „satin black” obudowy, za dopłatą (2940 zł). DAC dostępny jest w wielu bardzo fajnych kolorach, co można zobaczyć na zdjęciu z wystawy w Monachium. Dało to cenę 57 540 zł. Dodajmy, że DAC ma też wejścia analogowe. Jeśli z nich nie korzystamy, należy je zewrzeć, dołączanymi do kompletu, wtyczkami. Ja wykorzystałem do tego wtyki SIP-8Q Acoustic Revive.

Odsłuch

I jak tu nie mówić o „narodowym” brzmieniu, kiedy jeden za drugim, także razem, grały u mnie produkty z tak różnych „bajek”, jak kolumny JBL S3900 i przetwornik MSB The Analog DAC, które brzmiały w niezwykle zbliżony sposób. Wiem, wiem – stereotypy to uproszczenie dla bezmyślnych. Ale, przypominam, zarówno stereotyp, jak i skrót myślowy, pokazują najważniejsze aspekty danego problemu. Uproszczenia i skróty służą do szybkiej orientacji. Jeśli chcemy wiedzieć coś więcej, musimy się od nich uwolnić. Ale jednak stereotyp, jak tzw. „pierwotna wiara”, narzucają konkretny kierunek myślenia. O tym, że mówienie o „amerykańskim dźwięku” to anachronizm przekonuje odtwarzacz Compact Disc Ref CD9 Audio Research i przedwzmacniacz Momentum Preamplifier Dana D’Agostino stając mu w poprzek, prezentując atrybuty zwyczajowo wiązane z urządzeniami z Włoch. A jednak.

Starając się od tej myśli uwolnić niepostrzeżenie, nie do końca świadomie uporządkowałem strumień przesłuchiwanych utworów, a potem całych płyt. Widząc, co się dzieje już bardziej świadomie dobierałem to tę, to tamtą płytę.

Okazało się, że w ustawianym koło mnie rządku dominowała muzyka klasyczna z małymi składami, przede wszystkim z instrumentami smyczkowymi, jak również jazz oraz elektronika. Puszczany co jakiś czas rock i metal, duże składy orkiestrowe i muzyka w wokalami żeńskimi w roli głównej też się w nim znalazły, jednak na każdą z nich przypadało pięć-sześć z pierwszej grupy. Analiza. Co takiego mnie w nich urzekło – bo MSB potrafi urzec – w czym były „lepsze” – czyli co w nich bardziej „zgrało się” z przetwornikiem? Wydaje się, że połączenie wyraźnie ukształtowanej barwy i niebywałej wręcz gładkości. Od razu trzeba jednak powiedzieć, że nie ma czegoś takiego, jak „sprzęt do takiej, cz innej muzyki”, to uproszczenie. Prawdą jest jednak takie stwierdzenie: „charakter dźwięku urządzeń i systemów powoduje, że pewnych rodzajów muzyki słucha się za ich pośrednictwem lepiej niż innych”.

W przypadku MSB tym, co spaja wszystko i dzięki czemu nawet płyty, których słuchałem mniej, zagrają w sposób, jakiego trudno z innymi urządzeniami doświadczyć jest, wspomniana wyżej, gładkość. Uderza ona przede wszystkim przy wysokich tonach, ponieważ to one są najbardziej narażone na zniekształcenia, w przypadku sygnałów cyfrowych, niezwykle irytujące. Słuchanie tak różnych płyt, jak Paganini for Two, The Legend of Mel Tormé i Spiral Vangelisa, było dużym przeżyciem i jednocześnie nauką.

Można się podśmiechiwać z nazwy tego urządzenia i takie żarty na jego temat w Monachium, gdzie go po raz pierwszy zobaczyłem, słyszałem. „Analogowy DAC” to bowiem koncept barokowy, a zestawienie dwóch przeciwstawnych znaczeniowo określeń to oksymoron. Trzeba jednak powiedzieć, że dobra poezja barokowa wykorzystywała je w niezwykle efektowny sposób. Służyć miały bowiem w zderzeniu wewnętrznych sprzeczności, a przez to wydobyciu czegoś ukrytego pod wierzchnią warstwą języka.

Tutaj intencje ludzi z MSB były jasne: zasugerować, że wreszcie sygnał cyfrowy może brzmieć, jak analogowy, czyli – w domyśle – z płyty gramofonowej. Jak karkołomne jest takie porównanie ładnie w swoim artykule wykazał Michael Lavorgina (Michael Lavorgina, The Road to Analog-Sounding Digital: Are We There Yet?, Stereophile, styczeń 2013, s. 3; czytaj TUTAJ). Rozumiem jednak doskonale o co chodziło, tym bardziej, że jestem świeżo po odsłuchu DAC-a MSB.

Gładkość konstytuuje ten dźwięk. Góra pasma, nieco podkreślona, przynajmniej w stosunku do okolic 600-800 Hz (można też powiedzieć, że okolice 600-800 Hz są lekko cofnięte), jest obłędnie naturalna. Brzmi jak z dobrego magnetofonu szpulowego, Choć jest rozdzielcza i jej różnicowanie jest ponadprzeciętne, myślę o high-endzie w roli punktu odniesienia, nie „słychać” ataku, nie „czuć” czegoś nienaturalnego, co odróżnia dźwięk reprodukowany od realnego. Mówię oczywiście o odsłuchu w kontekście innych urządzeń, nie da się odwzorować rzeczywistości, jednak takie ma się wrażenie. Które zresztą wraz z czasem nie ustępuje, a nawet się pogłębia.

Z każdym innym urządzeniem tak dużo informacji o górze pasma, podane w taki sposób dałoby może tylko trochę, ale jednak: podkreślone sybilanty, zbyt ofensywne szumy w starych nagraniach, narzucający się dźwięk, w dłuższej perspektywie męczący. Tutaj tworzył wartość naddaną, nadawał miękkość dźwiękowi, który miękki wcale nie był. Otwierał nagrania, choć te miały skłonność do grania z dystansem. Można było w ten sposób usłyszeć rzeczy, których – to wyświechtany zwrot, ale używam go z premedytacją – wcześniej w znanych nam nagraniach „nie było”. Bez zmęczenia, bez wskazania na górę jako na źródło jakiegokolwiek problemu.

MSB gra w sposób układny i lekko zdystansowany. Jego dynamika jest wysoka, ale dźwięk wydaje się lekko uspokojony. Trochę jak w kolumnach z przytłumionym basem. Myślę nie o błędzie, a o sposobie strojenia niskich tonów, o typie konstrukcji. daje to głębię i wyraźne, fizyczne uderzenie na dole skali, przy jednoczesnym trzymaniu wszystkiego na wodzy. To nie jest tak ciepłe i tak „duże” brzmienie, jak chociażby z przywoływanego Ref CD9. Pierwszy plan pokazywany jest za linią łączącą głośniki i nigdy nie ma się wrażenia „wychodzenia” instrumentów do nas. W klasyce, przy małych składach, to cecha równie pożądana, jak skłonność teściowej do sportów ekstremalnych. Powiedziałbym wręcz: niezbędna.

Pięknie zagrały więc pyty z Deutsche Grammophone, Paganini for Two i Hillary Hahn grająca Bacha, świetnie brzmiały płyty Alii Vox, w tym najnowsza, z utworami Johna Dowlanda. To, w jaki sposób MSB pokazał trochę chropawe i nie do końca naturalnie brzmiące nagrania DG było spektakularne. Urządzenia lampowe je wygładzają, często bardzo fajnie, ale zawsze kosztem rozdzielczości i selektywności. Po prostu przykrywają ich problemy. Testowany DAC robi nimi coś, czego jeszcze nie słyszałem: różnicuje dźwięki z góry pasma w sposób nieprawdopodobny, a przy tym gra gładko. Jak – wcześniej czy później to musiało wrócić – gramofon.

Ale jest aspekt tego wyboru, o którym już pisałem, a który być może jako pierwszy rzuci państwa na kolana: sposób prezentacji sceny dźwiękowej. Mówię często o oderwaniu się dźwięku od kolumn i muszę przyznać, że producenci kolumn, bo to o nie gównie chodzi, radzą sobie z tym coraz lepiej. Jednak takie oderwanie, jak z MSB to jest ODERWANIE. dźwięk żyje niezależnie od pokoju i wreszcie słychać, dlaczego pliki DSD są pod tym katem obłędne. Dźwięk z nimi, z sygnałem puszczanym przez USB, był ekstremalnie naturalny, Tak, był gładki, a góra nie miała aż tak dobrej definicji, jak z najlepszych plików PCM 24/192. Ale to problem technologii (kodowania), nie przetwornika. ten po prostu podchwycił dobrą wiadomość, jaką pliki niosły i ja ujawnił. Ogromna scena, głęboka w stopniu, o jakim mógłbym sobie na co dzień tylko pomarzyć i ta gładkość.

Osobiście zabrakło mi trochę namacalności pierwszych planów, ich „obecności”. Testowane urządzenie dystansuje nas w stosunku do nagrania, sadzając na widowni, nie u stóp wykonawców. Ale to własnie dlatego małe składy zapierały dech w piersiach właściwymi proporcjami.

Podsumowanie

The Analog DAC naszpikowany jest nowoczesną techniką, a jego możliwości funkcjonalne są imponujące. To, jaki rodzaj sygnałów możemy doń doprowadzić naprawdę robi wrażenie. Jeślibyśmy się jednak zatrzymali na warstwie specyfikacji technicznej, nietrudno by było znaleźć inne urządzenia tego typu, a kosztujące wielokrotnie, o dwa rzędy wielkości mniej, które mają zbliżone umiejętności, np.Light Harmonic Geek Pulse DAC za 299 USD, odtwarzający sygnały DSD i DXD. To dźwięk robi różnicę, nie specyfikacja. Pościg za jak najwyższymi częstotliwościami próbkowania, choć zapewne przyłoży rękę do poprawy jakości urządzeń cyfrowych, nie ma jednak sam w sobie większego sensu. Sygnały PCM 24/192 oraz podstawowy DSD są całkowicie wystarczające do oddania muzyki w sposób niemal perfekcyjny. Problemem są nie przetworniki i specyfikacje, a słabo przygotowane pliki. Wyczynowcy będą oczywiście się ścigali, to zrozumiałe, jednak – bądźmy szczerzy – większość DAC-ów nie ma szans na właściwe oddanie tych różnic, ponieważ ich dynamika jest zbyt niska, a szumy zbyt wysokie. The Analog DAC różnice pomiędzy różnymi plikami, aż do 384 kHz (mam kilka do porównania z firmy 2L) punktuje dość wyraźnie. Każde podniesienie częstotliwości próbkowania to mniej mechaniczny dźwięk. Ale, to dla mnie zaskakujące, najlepiej i tak zagrały pliki DSD. Wolałbym do stereotypów ręki nie przykładać, ale niech będzie: jak wysokiej klasy analog. A do tego modułowa konstrukcja, możliwość rezygnacji z przedwzmacniacza, dekodowanie dowolnych plików. Można spać spokojnie. W dzień, bo późno w nocy będą leciały kolejne płyty.

Budowa

Formę dla swoich produktów firma MSB ustaliła wraz z systemami Platinum. To płaskie „placki” w aluminiowych obudowach, stawiane jedne na drugich, odprzęgane od siebie kolcami. Charakterystyczne jest też wydzielenie zasilacza do osobnej obudowy. W The Analog DAC grubość poszczególnych elementów, zarówno DAC-a, jak i zasilacza, jest jeszcze mniejsza niż w Platinum. To tak naprawdę płaskie sztaby aluminium z wyfrezowanymi otworami i komorami na podzespoły. Koncept znany z innych urządzeń (także polskich – patrzTUTAJ), w MSB doprowadzony został do ekstremum.

Przetwornik ma budowę modułową, a jego stałym elementem jest DAC i filtry cyfrowe. Te pierwsze zapisane są w kościach DSP, pracujących z 80-bitową precyzją. DAC zbudowany jest samodzielnie z precyzyjnych oporników i zajmuje duże płytki. Urządzenie ma budowę niezbalansowaną , dlatego płytki z „dakami” są tylko dwie (w Platinum IV są cztery). Do dyspozycji mamy wyjścia XLR, ale tylko dla wygody, najlepszy dźwięk dostaniemy z wyjść RCA. Wymienne są natomiast moduły wejściowe i tłumika analogowego. Jeśli wybierzemy opcję z przedwzmacniaczem, dostaniemy także wejście liniowe. Wskazania siły głosu oraz wybranego wejścia i częstotliwości próbkowania oczytamy z białego wyświetlacza prześwitującego przez dziurki na górnej ściance. Cyfry i litery są duże i świetnie widoczne. Koło nich jest gałka siły głosu, a pośrodku niej guziczek zmieniający wejścia.

Zasilacz zmontowano w takiej samej obudowie, co DAC. Łączy się z przetwornikiem krótkim kabelkiem z wielopinowym wtykiem DIN. Mamy w nim aż pięć transformatorów toroidalnych, zasilających poszczególne stopnie urządzenia.

Do kompletu otrzymujemy płytę CD-ROM z driverem. To jedno z nielicznych urządzeń, w którym połączenie z moim komputerem było bezproblemowe, wszystkie pliki zagrały od pierwszego „strzału”.

Dane techniczne (wg producenta)

Napięcie wyjściowe: 2,62 V RMS

  • Impedancja wyjściowa: 
  • bez regulacji siły głosu, RCA – 53 Ω
  • z regulacją siły głosu, RCA – 38 Ω
  • bez regulacji siły głosu, XLR – 106 Ω
  • z regulacją siły głosu, XLR – 76 Ω

Regulacja siły głosu: krok 1 dB | 78 kroków
Częstotliwość próbkowania: 32 – 384 kHz
Długość słowa: do 32 bitów
DSD: 64x i 128x