Acoustic Sygnature Double X - High Fidelity 11/2018

Acoustic Signature Double X + TA-1000

Wojciech Pacuła

High Fidelity 11/2018 (Nr 175

⌈ DOUBLE X jest gramofonem niemieckiej firmy Acoustic Signature. Testowany tutaj wraz z firmowym ramieniem TA-1000 należy do jej tańszych konstrukcji, a przecież tani wcale nie jest. To jednak wstęp do high-endu, a taki „bilet” zawsze kosztuje. Za niecałe 23 000 złotych dostajemy piękny świetnie wykonany, łatwy w obsłudze system na lata. ⌋

iedy dwa lata temu testowałem gramofon Triple X firmy ACOUSTIC SIGNATURE był to, o ile mnie pamięć nie myli, jedyny model tego producenta o klasycznej, prostokątnej podstawie. Firma ta specjalizuje się bowiem w gramofonach masowych o optymalizowanych kształtach. Po Triple X pojawiły się dwa kolejne gramofony z podstawami o kształcie znanym z innych firm, WOW XL oraz XXL, a potem najtańszy z nich, model Primus.


Po co w ogóle takie zabawy? Czy nie ma jednego, jedynego kształtu zoptymalizowanego pod kątem rozkładu drgań? Odpowiedzi jest tyle, ilu producentów, poczynając minimalizmu Regi w jej topowym modelu Naiad, na potężnych, masowych behemotach firm TechDAS, Transrotor i właśnie Acoustic Signature skończywszy. Niezależnie od tego, do jakiego wniosku dojdziemy można się zgodzić co do podstawowej roli podstawy, którą sformułowali wspólnie Paul Messenger i Roy Gandy:

Podstawa musi podtrzymać trzy główne komponenty: silnik, łożysko główne i ramię; najważniejsza jest fizyczna zależność między głównym łożyskiem i ramieniem, które muszą być utrzymane w niemal perfekcyjnej strukturalnej zgodności.

Bill Philpot, Paul Messenger, Roy Gandy, A Vibration Measuring Machine, Essex 2016, s. 201

Tę strukturalną zgodność firmy realizują na różne sposoby, w zależności od innych wyborów, na przykład od tego, czy silnik jest zintegrowany z podstawą, czy nie, czy podstawa ramienia jest wysunięta poza obrys obudowy, czy nie itd.

| Double X

Gramofon Double X należy do grupy konstrukcji, które możemy nazwać „klasycznymi”, czyli o pełnej obudowie, z którą zintegrowano także silnik i sterującą nim elektronikę. Triple X był dużym modelem, w którym mogliśmy zamontować ramiona o długościach 9, 10 i 12”, zaś nowy przeznaczony jest tylko dla ramion 9-calowych. Jego wygląd jest jednak niemal identyczny. I jest równie atrakcyjny – powiedziałbym nawet, że jest jeszcze ładniejszy niż „XXX”. To, moim zdaniem, jeden z najładniejszych gramofonów tego producenta w ogóle.

Podstawa | Podstawa ma prostokątny kształt i jest niewysoka. Zbudowana jest podobnie jak w Triple X, to znaczy ma postać wysokiego na 64 mm sandwicza, na który składają się warstwy: płyty MDF, stali i aluminium. Chociaż niewielki jest więc dosyć ciężki – waży 24 kg. Pokryty został lakierem o wysokim połysku, przez który po bokach prześwituje niemal czarny lakier, a od góry piękna naturalna okleina. Całość stoi na trzech, wykręcanych nóżkach z aluminium.

Talerz | Talerz jest klasycznym przykładem myślenia tej firmy o mechanice. Waży 10 kg, ma wysokość 50 mm i został wykonany z wyważanego i tłumionego od spodu aluminium. Aby nadać mu większą bezwładność i dodatkowo wytłumić w wywiercone w nim otwory (mowa o tolerancji 0,01 mm!) wciśnięto tzw. „Silencery”. To mosiężne walce mocowane blisko obwodu talerza, służące do jego wytłumienia i nadające mu większą masę. W Double X, podobnie jak w droższym modelu Storm Mk2, jest ich osiem. Można zamówić ich wersję w złocie, ale cena gramofonu wzrasta wówczas o niebagatelne 2720 zł.

Jak czytamy w materiałach firmowych Silencery minimalizują drgania w pobliżu 15 kHz aż o 80 dB, a prędkość opadania impulsu zwiększa się z nimi o rząd wielkości – z 200 ms dla nietłumionego, aluminiowego talerza do 20 ms dla talerza z ośmioma Silencerami (więcej TUTAJ). Inserty świetnie wyglądają, ponieważ ich góra jest polerowana na wysoki połysk. Dojrzymy je przez, wycięte w skórzanej macie, otwory.

Podobnie jak budowa talerza, tak i konstrukcja łożyska głównego jest opracowaniem własnym tej firmy. Nosi ono nazwę Tidorfolon i jego różne wersje znajdziemy we wszystkich konstrukcjach Acoustic Signature. Tidorfolon to stop wanadu, Teflonu i tytanu. Jest on relatywnie miękki, ale zarazem niezwykle wytrzymały na ścieranie. Wykonano z niego łoże, po którym porusza się kulka wpasowana w oś z utwardzanej stali. Okładziny łożyska wykonano ze spieku brązu, który jest materiałem samosmarującym, a więc niewymagającym obsługi. Elementy te współpracują z sobą tak dobrze, że po ich spasowaniu wystarczy piętnaście minut na to, aby bezawaryjnie i z idealną precyzją pracowały bez przerwy przez dziesięć lat.

Silnik | Double X to gramofon zintegrowany, to znaczy że silnik został zamocowany na podstawie. Jest on tutaj odsprzęgnięty od talerza i ramienia. Dostajemy wraz z nim elektroniczne sterowanie z kontrolą prędkości obrotowej – to firmowy układ o nazwie Alpha. Obroty włączamy guzikiem na górnej ściance, a drugim zmieniamy prędkość obrotową. Elektronika ma układ śledzący obroty silnika – dioda obok wybranej prędkości mruga dotąd, aż obroty się nie ustalą.

W testowanym gramofonie zastosowano silnik asynchroniczny (DC), który nie ma dużego momentu obrotowego, a talerz jest dość ciężki, więc ustalenie obrotów trwa kilkanaście sekund. Dość niespodziewanie dioda LED oznaczająca prędkość 45 rpm jest umieszczona jako pierwsza i ma kolor zielony, a ta od prędkości 33 1/3 rpm jest czerwona i jest druga; niemal zawsze jest odwrotnie, dlatego początkowo nietrudno będzie o pomyłkę.

Ramię | To kolejny gramofon tego producenta, który będę odsłuchiwał wraz z ramieniem Acoustic Signature TA-1000 o długości 9”. To ramię z zawieszeniem kardanowym, w którym zastosowano miniaturowe łożyska niemieckiej firmy SKF. Rurka ramienia wykonana została z włókien węglowych (ale nie z plecionki) i jest niezwykle wytrzymała. Zawdzięcza to specyficznej budowie – to rurka w rurce. Są one oddzielone od siebie na całej długości trzema dystansami. Dzięki takiej konstrukcji jest ona sztywna i lekka.

Ramię oferuje wszystkie klasyczne regulacje, w tym VTA i azymutu. Ten ostatni realizowany jest w precyzyjny sposób. Tuż przy łożyskach, w miejscu w którym ramię montowane jest do aluminiowego elementu, wykręcamy trzy śruby i przekręcamy ramię w zakresie +/- 5º. Z kolei regulacja VTA jest bardzo prosta: odkręcamy śrubę spinającą klemę, w której porusza się kolumna ramienia i przesuwamy ją w górę lub w dół. Po znalezieniu odpowiedniej wysokości, śrubę z powrotem zakręcamy. Minusem jest to, że nie da się tej operacji wykonać „w locie”, tylko przy podniesionym ramieniu, a precyzyjne nastawy utrudnia brak podziałki.

 

TA-1000 przychodzi z interkonektem firmy 1877 Phono, wpinanym od dołu. Ponieważ wtyk DIN jest kątowy, jego wpięcie nie należy do najłatwiejszych. Wraz z ramieniem otrzymujemy firmowy przyrząd służący do ustawiania wkładki i ustalenia właściwej odległości ramienia. Dzięki niemu kalibracja wkładki jest prosta i powtarzalna.

JAK SŁUCHALIŚMY

Gramofon Double X testowany był z wkładką Miyajima Laboratory Makade i przedwzmacniaczem gramofonowym RCM Audio Sensor Prelude IC. Stanął on na górnej półce stolika Finite Elemente Pagode Edition. Zasilany był z osobnego gniazdka.

ramofony Acoustic Signature robią ten sam trick raz za razem, także wtedy, kiedy wiem, czego się spodziewać – wprowadzają do muzyki spokój i gęstość, które choć kojarzone z tzw. „analogiem” są tak naprawdę właściwością dobrego winylu; „analog” i „winyl” to dwa różne światy. Tak samo było z modelem Double X. Od pierwszej płyty aż do ostatniej brzmienie było gęste, wysycone i miało nisko postawiony balans tonalny. Była też ładna panorama i dobry wgląd w nagranie. Ale to właśnie ciepło, gęstość i głębia były w tym przekazie najważniejsze.


Kolejny raz musiałem jednak powściągnąć szybkie palce, wyskakujące do klawiatury laptopa jakby były obdarzone własnym życiem, bo to nie jest gramofon jednowymiarowy. Bo jest tak, że ten opis z dużym prawdopodobieństwem mógłbym wstawić do testu niedrogich gramofonów Regi i wciąż brzmiałby prawdziwie. Co więcej, byłby zgodny z rzeczywistością. Rega robi genialne gramofony, z których te przeznaczone dla ludzi na początku drogi do „winylowego oświecenia” brzmią ciepło, gęsto, przyjemnie.

Double X jest jednak czymś więcej – może nawet nie „czymś innym”, ale właśnie „więcej”. Składa się na to kilka rzeczy. Przede wszystkim to gramofon o dużej rozdzielczości. Z kolei jego detaliczność, a co za tym idzie również i selektywność, nie są powalające. To bowiem granie oparte na gęstości, a ta łączy się z dokładnym detalem dużo, dużo wyżej w cenniku – nie tylko Acoustic Signature, ale w ogóle. A rozdzielczość daje coś, co jest znacznie ważniejsze od detalu – daje różnicowanie.

Teutoński gramofon pięknie pokazuje więc różnice w nagraniu, tłoczeniu i wydaniu płyt. Słuchamy Hansa Theessinka z płyty Jedermann Remixed i od razu czujemy, po prostu wiemy, że postarano się na niej o niski i mocny bas, tak charakterystyczny dla studia, które odpowiedzialne jest za nacięcie winylu – Pauler Acoustics, na co dzień „dom” wydawnictwa Stockfish. To gęste brzmienie w którym bas i przełom średnicy są najważniejsze – słuchać to na każdym systemie i zawsze robi to duże wrażenie. A wokal jest na pierwszym planie, wyraźny i mocny; niezwykle treściwy.


Puszczamy z kolei A Tribute to Ella Fitzgerald Clare Teal wydawnictwa Chasing The Dragon i słyszymy coś diametralnie różnego, pomimo że obydwie płyty to realizacje w pełni analogowe. A to dlatego, że płyta A Tribute to… została nagrana w technice „Direct Cut”, czyli bez pośrednictwa taśmy, w jednym podejściu. To jest z kolei brzmienie bardziej zdystansowane i na pierwszy rzut oka mniej dynamiczne.

Tak naprawdę jest inaczej, to wulkan energii, a przekaz jest niesamowicie atmosferyczny. Tyle że przez oddalenie pierwszego planu musimy się w to wsłuchać, podkręcić gałkę siły głosu, żeby nagle coś łupnęło, uderzyło. Double X pokazuje to, ale nie od razu, na poprzedniej płycie lekko podkreślając bliski wokal Theessinka i delikatnie wycofując wokal Teal na drugiej.

Robi to dlatego, że tak właśnie jest, a „bezpośredniość” i namacalność to wrażenia, elementy subiektywne. Jest w tym bardzo uczciwy, ponieważ nie zalewa wszystkiego w cieple, nie podciąga pod ten sam mianownik. Nie miałem wątpliwości co do tego, że można to brzmienie nazwać „ciepłym” – każdy może to zrobić i będzie miał absolutną rację. Będzie to jednak tylko jedna strona równania.

Druga to wysoka dynamika. To dzięki niej świetnie słychać było natychmiastowość uderzenia dźwięku na płycie „Direct Cut”, to ona odpowiadała za szybkość i atak na płycie Franka Sinatry Fly Me To The Moon. Wszystko to dzieje się wciąż w otoczce gęstości i ciepła. Bo taki to właśnie gramofon – szybki i ciepły, dynamiczny i gęsty. Z nagraniami naciętymi z cyfrowego pliku, jak wspomniany Sinatra, pokaże ich mniejszą naturalność i mocniejszą krzykliwość. Ale nie będzie źle, po prostu po kilku przesłuchaniach pomyślimy sobie, że może warto jednak wydać stówkę więcej i mieć wersję w pełni analogową…


Różnice między Double X, a droższymi modelami tego producenta polegają na mniejszej skali w testowanym gramofonie, trzaskach mocniej powiązanych z muzyką i na gorzej definiowanym niskim basie. To rzeczy, których nie poprawimy ani doborem wkładki, ani zastosowaniem docisku do płyty. Docisk lekko utemperuje średni bas i poprawi skupienie na osi odsłuchu, ale też zmniejszy nasycenie. Jaśniejsza wkładka uwypukli atak dźwięku, ale z kolei zgasi jego podtrzymanie. Dlatego pozostałbym przy zrównoważonych, może nawet ciepłych wkładkach i ostrożnie używałbym docisku.

Podsumowanie

Skupiłem się w teście na płytach, na których najważniejszym elementem jest wokal – nieprzypadkowo. Double X fantastycznie je bowiem pokazuje, różnicując, swingując, akcentując mocne nasycenie środka pasma. Gra całkiem niskim basem, chociaż jego średni zakres nie jest tak dobrze definiowany, jak w droższych gramofonach tego producenta. Góra pasma jest słodka i nieco ciepła – ale tak właśnie ten gramofon brzmi. Ma świetną dynamikę i ładnie odtwarza także stary rock i klasykę.

Portishead, Alan Parsons z nowych płyt, Depeche Mode – to trzeba wysłuchać samemu, aby ocenić, czy zalety o których mówię są wystarczające, żeby nie martwic się o utemperowane i złagodzone uderzenie blach, atak werbla, klarowną linię elektrycznego basu. Double X jest bowiem wytworem rąk ludzkich i jako taki ma wpisane w DNA zalety i wady. Jeśli słuchacie muzyki o której pisałem w teście, będzie to idealny towarzysz na długie wieczorne posiadówki, skłaniający do kupowania oryginalnych wydań i analogowych remasterów, bo wydobędzie z nich prawdziwą magię. ■