Dan D'Agostino Momentum Integrated - The Speaker Shack 01/2016

Wzmacniacz Dan D'Agostino Momentum Integrated

The Speaker Shack 01/2016 - Giancarlo Massironi

Oryginalny tekst recenzji TUTAJ



Wstęp

Czasem w życiu warto jest poczekać na pewne rzeczy i z pewnością wzmacniacz zintegrowany Dan D’Agostino Momentum Integrated do nich się zalicza. Miałem okazję usłyszeć wszystkie urządzenia z linii Momentum na przestrzeni kilku ostatnich lat – słyszałem też intergrę – jednak nigdy nie miałem okazji zabrać tego pięknego wzmacniacza do domu i sprawdzić do czego jest zdolny, co jest przecież najlepszym testem dla każdego prawdziwego audiofila. Mam wielkie szczęście mogąc przetestować i napisać recenzję tego wspaniałego urządzenia, zbudowanego przez mistrza w konstruowaniu wzmacniaczy, samego Dan’a D’Agostino. Większość osób powinna kojarzyć projekty Dan’a, gdyż był on najważniejszą postacią zaangażowaną w stworzenie firmy Krell, która odniosła wielki sukces rynkowy i zbudowała wiele z grona najlepszych wzmacniaczy, jakie do tej pory powstały. W 2009 roku Dan założył własną firmę, pod nazwą Dan D'Agostino Master Audio Systems.

W nowej firmie D’Agostino mógł pokazać pełnię swoich możliwości i stworzyć prawdziwie high-endową markę produktów, noszących na panelu frontowym jego nazwisko, co oznacza, że wierzy on, iż będą to urządzenia najwyższej możliwej jakości – bez oglądania się na części, czy koszty produkcji. Według mnie, dzięki serii Momentum mogliśmy zobaczyć na własne oczy, jak niezwykłe wzmacniacze i przedwzmacniacze może tworzyć Dan D’Agostino i że są to komponenty klasy state-of-the-art, na które nie szczędzono środków, a wyglądają tak samo dobrze, jak grają. W dzisiejszych czasach nie chodzi wyłącznie o to, aby mieć w szafce ze sprzętem kolejną czarną skrzynkę, ale towar luksusowy, który można również określić mianem „dzieła sztuki”. Nawet moja dziewczyna przyznała, że wzmacniacz D’Agostino pięknie wygląda, a zazwyczaj jej komentarz zamyka się w słowach „kolejne, brzydkie, czarne pudełko”. Integra D’Agostino z pewnością się wyróżnia i jest to jeden z najładniejszych, jeśli nie najładniejszy wzmacniacz, jaki kiedykolwiek widziałem.

Budowa i Funkcje W przypadku wzmacniacza Momentum Integrated, różnorodność funkcji nie znajdowała się najwyżej na liście priorytetów – skupiono się raczej na jakości wykonania i dźwięku. Dan stworzył wzmacniacz, który korzysta z rozwiązań zastosowanych we wzmacniaczu mocy Momentum Stereo i przedwzmacniaczu Momentum-Pre i zapewnia taką samą jakość dźwięku, będąc pojedynczym urządzeniem. Dan dokonał tego przełomu wykorzystując konstrukcję rozdzielną, w której podstawę stanowi sekcja zasilacza wykonana z solidnego bloku aluminium, wewnątrz której umieszczono trzy transformatory toroidalne. Dzięki takiemu rozwiązaniu, wrażliwe obwody elektroniczne zostały odizolowane od prądów o wysokim natężeniu oraz pól magnetycznych, generowanych przez źródło zasilania. Sekcję wzmacniacza i towarzyszące jej obwody umieszczono w górnej części obudowy. W tym przemyślanym projekcie wykorzystano specjalny przewód połączeniowy (ang. ‘umbilical cord’), łączący obie części obudowy, co wyklucza konieczność stosowania dwóch przewodów zasilających.

Projekt i wykonanie tego wzmacniacza lokuje go w ścisłej czołówce i zaklasyfikowałbym go jako produkt prawdziwie luksusowy, gdyż pod względem inżynieryjnym wykorzystano w jego konstrukcji najbardziej zaawansowaną obecnie technologię. Mówiąc szczerze, pod względem projektu Momentum Integrated jest klasą sam dla siebie i ze swoim industrialnym wyglądem nie przypomina żadnego innego wzmacniacza. Pokrętło i wskaźnik wysterowania umieszczone z przodu, przypominają jakością i wyglądem szwajcarski zegarek – jakość widać również w eleganckim sposobie poruszania się wskaźnika i pięknym, zielonym kolorze podświetlenia tarczy. Korzystanie z pokrętła i obserwowanie jego działania to czysta przyjemność.

Obudowa sprawia bardzo solidne wrażenie. W konstrukcji wykorzystano radiatory wentylacyjne wykonane z miedzi – materiału znanego z unikalnych właściwości rozpraszania ciepła. Radiatorów nie wyposażono jednak w tradycyjne ożebrowanie, ale wywiercono w nich na całej długości otwory w kształcie dysz Venturiego. Takie rozwiązanie znacznie usprawnia wentylację wzmacniacza.

Momentum wyposażono w sześć wejść i wszystkie są wejściami typu XLR, co wskazuje na całkowicie zbalansowaną konstrukcję. Jeśli nie posiadacie w swoim systemie urządzeń zbalansowanych, można wykorzystać adaptery RCA-XLR. Wzmacniacz wyposażono w wejście by-pass dla kina domowego, więc może on współpracować ze wzmacniaczem AV. Całkiem niezwykłym pomysłem było wykorzystanie opcji regulacji niskich i wysokich tonów, którą uaktywnia się przyciskiem umieszczonym na panelu frontowym. Mogę wyobrazić sobie, że okaże się ona przydatna w przypadku starszych nagrań, które są nieco ubogie w wysokie tony, jak na dzisiejsze standardy - można wtedy skorzystać z magii D’Agostino. Wzmacniacz posiada również wejście słuchawkowe, które umieszczono na tylnym panelu urządzenia i jego znalezienie może być nieco problematyczne, jednak z drugiej strony – po co korzystać z wejścia słuchawkowego, mając wzmacniacz o tak wysokiej jakości? Tak, czy owak, opcja jest dostępna.

Jeśli chodzi o konstrukcję układów elektronicznych, D’Agostino wykorzystał we wzmacniaczu Momentum Integrated technologię montażu przewlekanego (Through Hole Mounting), zamiast zwykłego montażu powierzchniowego (Surface Mount Technology), gdyż ta pierwsza okazuje się znacznie bardziej niezawodna i trwała podczas intensywnej eksploatacji urządzeń. Tak naprawdę, tego typu rozwiązanie spotykamy jedynie w technice wojskowej i kosmicznej, gdyż montaż podzespołów zajmuje znacznie więcej czasu, jednak D’Agostino chciał zapewnić swojemu produktowi najwyższy możliwy poziom bezawaryjności.

Będziemy potrzebować solidnej szafki, aby umieścić na niej Momentum Integrated, gdyż wzmacniacz waży całe 54.4kg, kiedy obie części obudowy są ze sobą połączone, a także wolnej przestrzeni nad urządzeniem, ponieważ Momentum po włączeniu dość szybko się nagrzewa.

Na koniec trzeba także wspomnieć o pilocie zdalnego sterowania, równie pieczołowicie zaprojektowanym i przypominającym swoim okrągłym kształtem pokrętło regulacji wzmocnienia. Pilot wykonano z takiego samego rodzaju aluminium, jak obudowa wzmacniacza i wyposażono go we wszystkie niezbędne przyciski sterujące funkcjami Momentum Integrated. Jest prosty w użyciu, a jakość jego wykonania stoi na równie wysokim poziome, jak cała reszta.


Dźwięk

W trakcie pisania recenzji będę korzystał z moich referencyjnych głośników Wilson Audio Sophia 2, z przewodami Transparent Speaker oraz z czterech różnych źródeł dźwięku. Jestem posiadaczem znakomitego gramofonu EAT C-Sharp, w którym zainstalowałem wkładkę Keotsu Red. Przez cały czas korzystam także z przetwornika Chord Hugo TT DAC, który współpracuje z aplikacją J River Media Center – będę za jego pomocą streamował pliki do wzmacniacza, jest on podłączony poprzez zbalansowane interkonekty, więc nie będą potrzebne adaptery połączeniowe. Do podłączenia gramofonu wykorzystałem adaptery RCA-XLR, a w torze dźwiękowym znajduje się przedwzmacniacz gramofonowy Tom Evans Audio Design.

Projekt wzmacniacza, z jego sześcioma wejściami, nie nastręcza raczej problemów z podłączeniem poszczególnych urządzeń, za to pomaga utrzymać odpowiedni porządek. Przewód zasilający podłącza się do podstawy wzmacniacza, skąd biegnie pojedynczy przewód połączeniowy ‘umbilical cord’, który doprowadza zasilanie do wszystkich jego sekcji.

Odsłuchy rozpocząłem od winylowego wydania płyty legendarnego Franka Sinatry, pt. The Ultimate Sinatra. Jest to znakomity album z 24. utworami pochodzącymi z archiwów Columbia Records, Capitol Records i Reprise Records, wydany na dwóch płytach LP 180g, a nagrania zarejestrowano w okresie od 1939 roku, do późnych lat 60. To zdumiewające, w jak doskonały sposób Momentum radzi sobie z wcześniejszymi nagraniami Sinatry, niezwykle realistycznie ukazując jego silny głos z tamtych lat. Jednak to późniejsze nagrania naprawdę błyszczą. Aranżacje orkiestry w pełnym składzie brzmią potężnie, a scena dźwiękowa rozciąga się daleko szerzej i głębiej, niż ściany mojego pokoju odsłuchowego. Momentum sprawił, ze moje głośniki po prostu zniknęły, pozostawiając Franka umieszczonego centralnie na scenie. Zamykając oczy, mogłem sobie wyobrazić, jak stary mikrofon w studiu Capitol Records wisi przymocowany do sufitu, a Frank lekko podnosząc głowę, śpiewa w jego kierunku. To jak dzielenie tej rzeczywistej chwili z wykonawcą, jednak umożliwił to właśnie wzmacniacz Momentum, który dzięki swej znakomitej rozdzielczości przybliża nas do muzyki.

Na tym albumie jest wiele utworów, które lubię i mnóstwo takich, które wielu słuchaczy będzie znać, jednak chyba moim ulubionym nagraniem jest A Very Good Year z drugiej płyty, pochodzący z 1965 roku. Utwór posiada piękną linię melodyczną, głos Franka umieszczony jest dokładnie pośrodku sceny, z prawej strony słychać harfę i każde pojedyncze szarpnięcie strun, a otaczająca całość orkiestra gra z niezwykle intensywnym uczuciem. Skrzypce grają unisono, osiągając wysokie, całkiem głośne rejestry, jednak Momentum przedstawia je w sposób bardzo delikatny. Wzmacniacz ukazuje muzykę w perfekcyjny sposób – każdy instrument zamknięty jest w swojej własnej przestrzeni, jednak nigdy nie przesłania głosu Sinatry – głosu o uroczym brzmieniu, którego mógłbym słuchać przez całą noc. Wzmacniacz zintegrowany D’Agostino Momentum i Frank Sinatra na winylu, to niezwykły dźwięk, który wniósł powiew nostalgii, sprawiając mi wielką przyjemność z odsłuchów.

Kolejną płytą, jaką wykorzystałem, było winylowe wydanie płyty Fleetwood Mac, Rumours, która w roku 1977 była najlepiej sprzedającym się albumem tej grupy i którą nagrodzono także nagrodą Grammy. Pierwszy utwór ze strony drugiej, zatytułowany The Chain, jest dobrze znany i często był wykorzystywany w widowiskach TV, czy filmach. Poprzez Momentum, utwór zabrzmiał w sposób niewiarygodny. Nagranie rozpoczyna się od dynamicznych uderzeń centrali perkusji, po których rozlegają się sławne głosy grupy Fleetwood Mac – brzmią one w sposób ekspansywny i zostały rozmieszczone na całej szerokości sceny odsłuchowej. Bas, który Momentum akcentuje w tak silny sposób, jest jedną z jego najmocniejszych stron. Najniższe tony wydobywają się jakby znikąd wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy, jednak bas jest jednocześnie dobrze kontrolowany i wyrafinowany. Wtedy wchodzi sławny refren z motywem gitary basowej, z którego utwór jest tak dobrze znany, ukazując znakomitą teksturę brzmienia. Zaraz później z dużą werwą rozbrzmiewa gitarowy riff, uchwycony przez Momentum w perfekcyjny sposób, a w tle narastają dynamiczne, dosadne uderzenia bębnów, które po chwili dołączają się do brzmienia gitary. To klasyczny kawałek, a Momentum przedstawia go dokładnie w taki sposób, w jaki powinien zabrzmieć – z całą żywiołowością, którą posiadał w momencie nagrania. Wzmacniacz ukazuje dokładnie poszczególne elementy składające się na całość utworu, przywracając muzyce duszę i życie i pozwalając jej zakwitnąć wszystkimi wspaniałymi kolorami.

Następnie przerzuciłem się na muzykę zapisaną w wysokiej rozdzielczości, którą przesyłałem z mojego laptopa do przetwornika Chord Electronics Hugo TT DAC, podłączonego bezpośrednio do Momentum poprzez zbalansowane połączenia.

Album, który włączyłem do odsłuchów, już wcześniej wykorzystywałem podczas pisania recenzji innych urządzeń. To znakomicie nagrana płyta, a ja uwielbiam zapisany na niej głos norweskiej wokalistki jazzowej, który koniecznie chciałem usłyszeć przez wzmacniacz Momentum. Wykonawczyni, o której mówię, to Randi Tytingvag, a album nosi tytuł Red i posiadam jego wersję w pliku 24bit 44.1Khz.

Muzyka na tej płycie to Jazz/Pop Fusion, więc są to nagrania raczej niejednolite, ale jest tam wiele melodyjnych i urokliwych utworów, których znakomicie słucha się na dobrym systemie. Dzieje się tak dzięki wykorzystaniu niezwykle różnorodnych instrumentów i temu, w jaki sposób zaimplementowano ich brzmienie w poszczególnych nagraniach. Otwierający płytę utwór Read or Dead, to przykuwająca uwagę piosenka ze świetnym wokalem, a Momentum kreśli piękną, szeroką scenę dźwiękową z perkusją, akordeonem i instrumentami smyczkowymi, które ukazują pełnię brzmienia, gdy utwór nabiera szybkości. To zdumiewające, jak doskonale Momentum ukazuje iluzję obrazu stereoskopowego, w którym zespół wykonawców wydaje się otaczać nas ze wszystkich stron. Każdy zakres częstotliwości przekazany jest w odpowiedni sposób, wszystkie zachowują odpowiedni balans i niczego nie wydaje się być za wiele. Ogólny balans tonalny jest znakomicie wyważony, jednak dźwięk zachowuje właściwą moc.

Moim ulubionym nagraniem jest My Heart Belongs to Daddy, w którym wykorzystano saksofon barytonowy i momentami schodzi on naprawdę nisko. Momentum daje sobie radę z prezentacją instrumentu z niezwykłą łatwością, wytwarzając odpowiednie ciśnienie w moim pokoju odsłuchowym i sprawia, że odczuwam muzykę całym swoim ciałem. Nie mogę sobie odmówić i włączam kawałek naprawdę głośno, rozkoszując się dźwiękami. Utwór stanowi fantastyczny popis umiejętności wokalnych Randi i jej głos brzmi naprawdę potężnie, jednak ponownie Momentum daje nam odczuć trójwymiarowość dźwięku, wypełniając pokój odsłuchowy czysto odseparowanymi od siebie instrumentami i pozwalając usłyszeć wyraźnie każdy z nich. Nagranie jest niezwykle dynamiczne i złożone pod względem harmonicznym, co niewątpliwie pozostaje zasługą zespołu towarzyszącego wokalistce. Wzmacniacz Momentum ponownie przybliża nas do oryginalnego wykonania i czyni to z łatwością, bez wprowadzania niepotrzebnego zamieszania – wydaje się, że urządzenie poradzi sobie z każdym materiałem, jaki mu dostarczymy.

Ostatnim albumem, jaki wykorzystałem podczas testu, była płyta stosunkowo nowej, chociaż niezwykle utalentowanej, jazzowej grupy Misha Mullov-Abbado, pt. New Ansonia. Jest to debiutancki album kompozytora i basisty, Mishy Mullov’a-Abbado, zwycięzcy nagrody Kenny Wheeler Music Prize z roku 2014. Misha jest synem nieżyjącego już, znakomitego włoskiego dyrygenta, Caludio Abbado i rosyjskiej skrzypaczki Viktorii Mullovej, więc pochodzi z rodziny o wspaniałych muzycznych tradycjach. Ten album posiadam w wersji 24bit 96kHz, czyli w rozdzielczości wyższej niż poprzedni, jakiego słuchałem, co całkiem wyraźnie daje się usłyszeć dzięki czystości odtwarzanej muzyki.

Nagranie nr 1 – The Circle Song – charakteryzuje się znakomitą separacją instrumentów, a kiedy gra kontrabas, dźwięki są prezentowane w sposób niezwykle namacalny – muzyka posiada bardzo dobrą rozdzielczość i przejrzystość. Prezentacja sceny dźwiękowej po raz kolejny okazuje się szeroka i rozległa, znakomicie oddając skalę i majestatyczność nagrania.

Utwór drugi, pod nazwą Lock Stock and Shuffle, to typowo jazzowy numer z szybką, żywiołową perkusją w którym Momentum znakomicie przedstawia poszczególne warstwy zespołu umieszczonego przed nami. Fortepian brzmi niezwykle naturalnie i realistycznie, a każdy z instrumentów zajmuje swoją własną przestrzeń. Muzyka obfituje w duże skoki dynamiki i zmiany natarcia dźwięku. Jest to jeden z moich ulubionych utworów na tym albumie.

W nagraniu czwartym, pt. New Ansonia, słyszymy efektowną linię saksofonu, połączoną z energiczną grą perkusisty, a cały utwór posiada znakomity balans przestrzenny i perfekcyjny timing, obecne nawet w mikro-dynamice. Wzmacniacz pięknie kontroluje wszystkie zdarzenia. Charakter basu, jaki kreuje wzmacniacz Momentum, jest wybitny i jest to prawdopodobnie najlepszy bas, jaki kiedykolwiek słyszałem. Dźwięki basowe posiadają swoistą teksturę, która zdaje się rozwijać wraz z płynącą muzyką, co brzmi iście magicznie, a dodatkowo bas jest naprawdę dobrze kontrolowany. Kiedy wsłuchamy się w partie trąbki na tym nagraniu, z poziomem głośności przekraczającym godzinę 12, nie zauważymy żadnego utwardzenia, a dźwięk będzie pozostawał stabilny jak skała. Niesamowite.

Kolejną cechą charakterystyczną dla tego wzmacniacza jest całkowicie ciche tło podczas odtwarzania muzyki – nie daje się ono porównać z żadnym innym wzmacniaczem, jakiego słuchałem lub pisałem na jego temat. Momentum jest pod tym względem wybitny. Ta cecha daje się zauważyć zaraz po włączeniu wzmacniacza, przy każdym odtwarzanym rodzaju muzyki. Przypomina to malowanie na doskonale czarnym płótnie, jednak zwiększenie poziomu głośności powoduje wyłącznie rozkwit pięknych kolorów i powstanie doskonałego obrazu muzycznego.


Wnioski

Dan D’Agostino stworzył wzmacniacz zintegrowany, do którego wszystkie inne wzmacniacze zintegrowane będą w przyszłości porównywane. Dan postawił sobie za cel stworzenie wzmacniacza, który będzie równie dobry, a nawet lepszy, niż systemy dzielone i osobiście uważam, że ten cel, w postaci Momentum Integrated, udało mu się osiągnąć. Kiedy przychodzi ocenić jakość odtwarzanej muzyki, urządzenie okazuje się pod każdym względem wysublimowane. Dan jest mistrzem w konstruowaniu wzmacniaczy tranzystorowych i obecnie kontynuuje swoją historię sukcesu z firmą pod jego własnym nazwiskiem. Po prostu nie mogę się nacieszyć tym wzmacniaczem i czystością dźwięku, jaką zapewnia. To doprawdy niewiarygodne, jak realistyczna staje się muzyka dzięki Momentum Integrated i odpowiedniemu zestawowi głośników do niego podłączonych. Nie jestem w stanie odnaleźć w tym urządzeniu żadnych słabych punktów, gdyż jest tak doskonałe, w tym co robi. Na dodatek pięknie wygląda, co stanowi kolejny bonus.

Magazyn The Speaker Shack przyznaje wzmacniaczowi D'Agostino Momentum Integrated Amplifier nagrodę za produkt wybitny - Outstanding Product Award - i uznaje go za urządzenie referencyjne w swojej klasie.